Nie tak dawno nadrabiałem zaległości w Karkonoskiej Serii Kryminalnej, zaczytując się w „Schronisku, które zostało zapomniane”, a tymczasem na księgarskie półki wjechała właśnie najnowsza powieść Sławka Gortycha. Dolnośląski autor zdążył już zostać nieoficjalnym ambasadorem regionu, specjalizując się w pakowaniu mrocznych tajemnic okolic Jeleniej Góry w ramy rasowych kryminałów.
Gortych przyzwyczaił swoich stałych czytelników do słowa „schronisko” w tytule. W piątym tomie cyklu – zatytułowanym „Święto Karkonoszy” – odszedł od tej reguły, ale bez obaw: wciąż namiętnie przemierzamy szlaki Karkonoskiego Parku Narodowego. Odwiedzamy kultowe górskie bazy i spotykamy starych znajomych z poprzednich części. Tradycyjnie też akcja toczy się dwutorowo: w ponurym 1948 roku oraz współcześnie – w roku 2008. Autor po mistrzowsku przeplata losy ojca i syna, pokazując, jak głęboko potrafią korzeniami sięgać rodzinne tragedie.
Bohaterem historycznej linii z 1948 roku jest Bronisław Kowalewski – wopista i przesiedleniec z Kresów Wschodnich, który trafia do Jeleniej Góry (dawnego Hirschbergu). Każdy krok w nowym miejscu boleśnie przypomina mu, że jest tu intruzem. Dawnych niemieckich mieszkańców z każdym dniem ubywa, a ci, którzy zostali, są spychani na absolutny margines.
Bronisław poznaje Emmę – Niemkę, której świat rozpadł się na kawałki. Jej mąż zginął na froncie, ją samą wyrzucono z huty szkła, a żeby przeżyć i utrzymać córkę, musi wyprzedawać resztki dobytku na bazarze. To tam krzyżują się ich drogi. Początkowa wrogość, podszyta wzajemnymi żalami, z czasem ustępuje miejsca fascynacji. Dzięki niemieckim książkom męża Emmy, Bronisław zaczyna chłonąć historię miejsca, w którym przyszło mu żyć. Wpada nawet na pomysł zorganizowania obchodów 840-lecia polskości Jeleniej Góry – wydarzenia, które ma pomóc nowym mieszkańcom zapuścić w górach korzenie.
Współcześnie, w 2008 roku, pałeczkę przejmuje Robert Kowalewski – emerytowany policjant i syn Bronisława. Po wizycie tajemniczych gości z Niemiec Robert dokonuje makabrycznego odkrycia: w jego własnym ogródku, pod korzeniami starej jabłoni, spoczywają zwłoki małej dziewczynki – córki Emmy. O morderstwo zostaje oskarżony zmarły przed laty Bronisław. Robert, chcąc oczyścić imię ojca, rusza w góry.
W tym samym czasie w Jeleniej Górze trwają huczne obchody 900-lecia miasta, połączone z jubileuszowym rajdem pieszym. Robert bierze w nim udział wraz z przyjaciółmi – Jankiem i Witkiem. Kiedy trójka wędrowców nie dociera na czas do schroniska „Odrodzenie”, Justyna Skała podnosi alarm, a do akcji poszukiwawczej natychmiast włącza się Maksymilian Rajczakowski, gospodarz schroniska „Nad Śnieżnymi Kotłami”.
Książka wciąga od pierwszej strony. Gortych genialnie żongluje planami czasowymi i funduje nam gęste tło obyczajowe. Najbardziej wbiła mi się w pamięć rozmowa Bronisława z innym przesiedleńcem o tym, czym właściwie jest „swoje miejsce”. Tamten pyta wprost: „Gdzie pochowani są twoi zmarli? Czy leżą na tutejszym cmentarzu? Bo skoro nie ma tu waszych grobów, to jak możesz czuć się związany z tą ziemią?”. Ciary.
Tym razem autor poeksperymentował nie tylko z tytułem, ale i z tonem. „Święto Karkonoszy” to powieść wyjątkowo smutna, wręcz przygnębiająca. W poprzednich tomach mieliśmy wojenny mrok, nazistowskie spiski i tajemnice Abwehry w luksusowych hotelach, ale zawsze pojawiał się tam jakiś oddech, bezpieczny balans. Tutaj Gortych wchodzi głęboko w czysty, ludzki ból i cenę marzeń.
Relacja Bronisława i Emmy to absolutny majstersztyk. Wykorzystując archiwalne zapiski, autor drobiazgowo odtworzył realia przesiedleń, nastroje repatriantów i dramaty odchodzących Niemców. To nie jest suchy wykład z podręcznika – to żywe, pulsujące emocje. Bronisław, czujący się złodziejem we własnym domu, i Emma, która straciła wszystko, ale zachowała niezłomną godność. Ich wątek to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie wyszły spod pióra Gortycha.
Polecam gorąco – i ten tom, i całą serię, którą najlepiej chłonąć od początku. A po lekturze gwarantuję, że od razu zaczniecie planować wycieczkę w Karkonosze. Bo po pięciu książkach Gortycha po prostu nie da się tam nie pojechać.
Ocena: 8/10 ⭐
W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.