Na początku tygodnia po 22.00 w KBK zwykle robi się cicho i spokojnie. Mam wtedy czas, żeby przejść się kilka razy tam i z powrotem dumając nad tym dokąd zmierzamy z tym całym przedsięwzięciem. Dostrzegam wtedy zepsutą klamkę, próg zrobiony ad hoc, bałagan w kuchni, kurz w różnych zakamarkach... i zaczyna mnie to przygniatać, bo wiem, że za dużo tego wszystkiego do zrobienia. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo oprócz prac porządkowo-naprawczych jest sporo innych rzeczy do zrobienia, a znalezienie chętnych nie jest łatwe. Cóż, trudno jest zapełnić grafik z rozmowami polsko-ukraińskimi, a co dopiero zaciągnąć kogoś do sprzątania. Jeśli już ktoś jest chętny, to go potem nie ma w Krakowie. No i tak leci czas...
KBK miało być przestrzenią wolontariackiego eksperymentu opartego na tokenizacji. Podstawą miały być rycary przyznawane za pomoc w różnych pracach. Te z kolei można wymienić na różne nagrody, albo trzymać jako siłę głosu. Uznałem to za dość nowatorskie podejście do idei wolontariatu. Udziały w KBK za wsparcie. W praktyce jednak nie działa to tak dobrze jak powinno. Po dwóch latach funkcjonowania wciąż nie ma nikogo, kto potrafiłby ogarnąć KBK (z całym blockchainowym aspektem) i miał wystarczająco dużo czasu, by brać dyżur. Jedyna opcja to (tak mi się przynajniej zdaje) studenci, bo teoretycznie powinni mieć więcej czasu. W praktyce jednak nawet studenci zwykle pracują. Co prawda przy większej ilości osób pewno udałoby się podzielić obowiązki, tak by dla nikogo nie były one uciążliwe, wciąż jednak daleko do takiego stanu rzeczy w KBK. Ruch musiałby być zapewne kilkakrotnie większy. A nie jest. Dlaczego? Bo promocja kuleje, o czym już pisałem. A kuleje, bo nie ma na to siły. I błędne koło się zamyka.
Cała nadzieja w wytrwałości i cierpliwości w "robieniu swojego". Doświadczenie podpowiada mi, że czasem wystarczy robić coś wystarczająco długo, aby w pewnym momencie przekroczyło pewną krytyczną granicę i wtedy leci z górki. Najpierw jednak trzeba na nią wejść. Nie zmienia to jednak faktu, że niewykorzystany potencjał KBK boli.
PS. Wiem, że trochę marudzę, ale jak wyleję z siebie żale, to lepiej mi się pracuje... ;) Wkrótce postaram się przedstawić jakiś plan naprawczy na najbliższy kwartał.