Najpierw remont miał zakończyć się 8 grudnia. Potem 15 grudnia lub do końca tego tygodnia. Tymczasem tydzień się kończy a remont trwa. Oj, szkoda strzępić wiadomo co! Biały proszek pokrywa wszystko co może pokrywać. Sprzątać się nie opłaca, bo z zewnątrz ciągle się pyli. Anturium dogorywa, bo światła słonecznego nie ma. Ciekawe kto zapłaci za tę zbrodnię?
A ja siedzę w tych remontowych okopach, rozliczam projekt i już mam dość tego roku. I choć obiektywnie wcale nie był taki zły, to remont i biurokracja skutecznie odbierają mi smak życia. Powinno się to włączyć do suplikacji...