Smartfony zabiły spontaniczność

Words
206
Reading
1 min
Listen
Play
1h

W 1989 roku amerykański socjolog Ray Oldenburg w książce pt. “The Great Good Place” opisał tzw. “miejsca trzecie”. Są to nieformalne miejsca spotkań, do których można przyjść bez żadnego zaproszenia, gdzie stali bywalcy tworzą otwartą społeczność i główną aktywnością są spontaniczne dyskusje. Często słychać tam też śmiech. Oldenburg jako główne powody znikania miejsc trzecich wskazywał planowanie przestrzenne oraz samochody (bo ludzie w USA przestali poruszać się pieszo). Nie przewidział, że 37 lat później miejsc trzecich praktycznie już nie będzie, ale z zupełnie innego powodu. A mianowicie przez smartfony. To one zabiły w ludziach spontaniczność. Została ona ograniczona do absolutnego minimum. Wszystko musi być zaplanowane i zorganizowane. Dlatego zdecydowana większość miejsc, które kiedyś byłyby miejscami trzecimi (np. kawiarnie) dziś nimi nie są, bo wręcz nie wypada zagadywać do obcych. W takich warunkach trudno się przełamać. Ludziom jest łatwiej zamiast rozmawiać ze sobą to patrzeć w ekrany smartfonów. Oczywiście są miejsca takie jak KBK, gdzie spontaniczne rozmowy nieznajomych są na porządku dziennym, ale takich miejsc jest tragicznie mało. Dlaczego tragicznie? No bo jeśli ktoś myśli poważnie o rozwiązaniu problemu smartfonozy to prawda jest taka, że bez miejsc trzecich (lub przynajmniej ich substytutu) nie uda się tego osiągnąć. Samo odłożenie telefonu nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć do kogo wyjść.

Smartfony zabiły spontaniczność | Ecency