Pandemia trwa i jeszcze trochę potrwa. I w sumie nie wiem co gorsze wirus czy Internet, od którego można dostać raka. Wiele osób w ogóle nie wychodzi z domów, mają (jak to mówią na Śląsku) "czasu jak marasu" i piszą swoje mądrości gdzie się da. A jeśli nie piszą to łapią się na różne "baity". Przez ostatni miesiąc przeczytałem już chyba wszystko na temat koronawirusa. Że to Truman Show i wirusa tak naprawdę nie ma. Że wirus to amerykańskie uderzenie w Chiny. Że wirus to Chińskie uderzenie w Stany. Że wirus to efekt niekontrolowanego eksperymentu. Że wirus to realizacja planu depopulacji. Że wirus to tajny plan uzdrowienia systemu emerytalnego. Że wirus to plan lobby szczepionkowego. Że wirus to plan jaszczurów z kosmosu, żeby nas zachipować...
Nie wiem gdzie leży prawda. Nie ma też żadnych narzędzi, aby weryfikować informacje. Nie znam się na wirusach, a informacje, które do mnie docierają od specjalistów (tzn. epidemiologów) często są ze sobą sprzeczne. Raz więc słyszę, że nie ma potrzeby noszenia maseczek, innym razem, że trzeba je nosić. Raz słyszę, że osoby bez objawów zarażają w małym odsetku, innym razem, że to właśnie one zarażają najbardziej. Komu wierzyć?
Gdy w UK nie wprowadzono żadnych środków ostrożności, to pomyślałem sobie: ale szuja z tego Johnsona, chce przeprowadzić masową eutanazję. Minęło jednak kilkanaście dni i brytyjski rząd radykalnie zmienił stanowisko. W Rosji też zastosowano daleko idące środki ostrożności. Cóż, wydaje mi się, że gdyby wirusa nie było, to nie byłoby to konieczne. Pozycja Putina jest na tyle mocna, że nie potrzebuje żadnego wirusa, aby rządzić jak mu się podoba. Co jednak nie znaczy, że nie może go wykorzystać. Np. do aneksji Białorusi i wysadzenia z siodła Łukaszenki, który ignoruje pandemię. Teorii można mnożyć. Tylko co to da?
Dla zdrowia psychicznego ograniczam internety. Nie wczytuję się w to co piszą na FB. Wystarczą mi posty znajomych lekarzy z Polski i nie tylko (łotewscy medycy raczej nie są agentami PiS-u), by wiedzieć, że wirus to nie hologram. Większość czasu siedzę więc w domu. Nagrywam płytę. Czytam książkę o Barei. Raz w tygodniu idę na remont, bo wiem, że jak skończy się pandemia to wszystko wróci do normy (z nadgorliwością urzędów gorszą od faszyzmu na czele). Do Internetu zaglądam, aby przejrzeć HIVE'a i sprawdzić, czy jeszcze mogę wyjść. I tyle. Jeśli ktoś może się odciąć, to polecam.
PS. Na koniec przykład jednego z fejków. O ile na linkowanym kanale nikt tego nie wziął poważnie, o tyle na FB wiele osób nie załapało, że to przeróbka...