Opowiedział mi wczoraj @prawdawtvmowili o jakimś człowieku, który miał staw i podczas jego odmulania niespodziewanie trafił na belki z czarnego dębu. O tym jak rzadki to materiał może świadczyć fakt, że w 2017 roku metr mokrego czarnego dębu (przed długoletnim suszeniem i sezonowaniem) kosztował kilka tysięcy złotych. Cena wynika z podaży. Czarnego dębu jest ograniczona ilość a wytworzyć "na zamówienie" go nie można, bo potrzebuje leżeć w ziemi lub w wodzie co najmniej kilkaset lat. A zatem gdybyśmy go zakopali dziś, to może w 2323 roku ktoś mógłby z niego coś zrobić. Jako ludzie raczej nie wybiegamy tak daleko w przyszłość. Myślimy o swoich, dzieciach, wnukach, ewentualnie prawnukach. Szczytem długotrwałego działania współczesnych Europejczyków jest chyba Sagrada Família, która miała zostać skończona w setną rocznicę śmierci jej projektanta. Nie będzie, bo pandemia pokrzyżowała plany. Budowa więc potrwa ponad 144 lata...
Rys. Wydobycie "czarnego dębu" w Polsce w XXV wieku.
Nieprzypadkowo piszę o "współczesnych Europejczykach", bo te ponad 144 lata katalońskiej katedry, 180 lat budowania Notre Dame, a nawet 513 katedry w Ulm to nic w porównaniu z dwoma tysiącami lat budowania Wielkiego Muru Chińskiego. Ci to dopiero mają rozmach w planowaniu. Może zatem warto zakopać w ziemi sporą ilość drewna, aby za kilkaset lat ci, co po nas przyjdą mogli je wykopać i żyć dostatnio? Ot, taka myśl mnie naszła podczas wczorajszej rozmowy...