Artysta zawodowy. Pominięty aspekt.

Words
474
Reading
3 min
Listen
Play
5y

Do 2 czerwca trwają konsultacje publiczne dotyczące projektu ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Postanowiłem więc stracić trochę swojego czasu, zapoznać się ze wszystkimi dokumentami i ustosunkować się do nich. A jest tego trochę, bo poza samym projektem ustawy, są jeszcze uzasadnienia i rozporządzenia. A jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach.

Sprawa interesuje mnie o tyle, że dotyczy tematu, który jest mi wyjątkowo bliski. W pełni też rozumiem założenia projektu, bo problem niedocenienia twórców (oczywiście nie wszystkich) to nie jest nic nowego w dziejach świata. Sęk w tym, że stworzenie kolejnej biurokratycznej machiny niewiele tu pomoże.

I tak na przykład w uzasadnieniu projektu czytamy:

Dostęp do dóbr kultury ma często charakter wyspowy, a oferta kulturalna w mniejszych miejscowościach jest niewystarczająca.

Diagnoza dobra. Należałoby jednak zastanowić się, od czego zależy ta wyspowość. Moim zdaniem od niedofinansowania lokalnych ośrodków kultury, od zatrudniania znajomków i sprowadzania gwiazd disco polo przy równoczesnym założeniu, że lokalni artyści to powinni występować za darmo. Czy status "artysty zawodowego" coś tu zmieni? Raczej nie.

Idźmy jednak dalej.

W Polsce liczba osób zawodowo wykonujących działalność artystyczną to łącznie z absolwentami szkolnictwa artystycznego ok. 67 000, a sytuacja ekonomiczna większości z nich jest trudna lub bardzo trudna. Około 60% ma przychody poniżej średniej krajowej, a ok. 30% poniżej minimalnego wynagrodzenia, z czego zmuszeni są samodzielnie opłacać ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

Nie chcę wnikać w te liczby, ani w fakt, że jeśli ktoś musi samodzielnie coś opłacać, to znaczy, że pracuje na umowę o dzieło (zwykle z 50% kosztów uzyskania przychodu), więc "coś za coś". Skupiłbym się jednak na innym aspekcie. Jeśli 30% artystów nie potrafi ogarnąć swoich spraw, tak by uzyskać minimalne wynagrodzenie, to ciekaw jestem jak ogarną kwestię uzyskania statusu "artysty zawodowego".

ello_3eb47de5_a17d_4600_a18a_73887bb49136.jpg

Tu dochodzimy do sedna. Założenie ustawy jest takie, że artysta-biedak będzie mógł dostać dopłatę do składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne w wysokości 20-80% (w zależności od dochodu). Problem w tym, że najpierw będzie musiał przejść całą procedurę uzyskania statusu "artysty zawodowego". A zatem będzie musiał wystąpić do tzw. "organizacji reprezentatywnej" o potwierdzenie jego dorobku. Ustawa daje możliwość pobrania przez taką organizację opłaty w wysokości 10% minimalnego wynagrodzenia, więc można spodziewać się, że za darmo to nie będzie wydawane. Następnie z takim poświadczeniem będzie trzeba zgłosić się do Polskiej Izby Artystów i jak zwykle wszystko będzie zależało od woli urzędników. Obawiam się więc, że współczesny Norwid prędzej umrze w nędzy niż uzyska ten status, bo na samą myśl o chodzeniu po urzędach będzie bolała go głowa. Dziwnym trafem pomysłodawcy w ogóle nie biorą pod uwagę tego aspektu "artystycznej duszy".

Niniejszy wpis jest pierwszym z serii poświęconej projektowi ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Kolejne będę publikował po zaznajomieniu się z resztą dokumentów. Celem jest przede wszystkim uporządkowanie myśli przed formalnym ustosunkowaniem się do zapisów w ramach wspomnianych konsultacji. Myślę jednak, że część osób może to zaciekawić, zwłaszcza, że konsekwencje projektu będą dotyczyły wszystkich.

Artysta zawodowy. Pominięty aspekt. | Ecency