Do 2 czerwca trwają konsultacje publiczne dotyczące projektu ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Postanowiłem więc stracić trochę swojego czasu, zapoznać się ze wszystkimi dokumentami i ustosunkować się do nich. A jest tego trochę, bo poza samym projektem ustawy, są jeszcze uzasadnienia i rozporządzenia. A jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach.
Sprawa interesuje mnie o tyle, że dotyczy tematu, który jest mi wyjątkowo bliski. W pełni też rozumiem założenia projektu, bo problem niedocenienia twórców (oczywiście nie wszystkich) to nie jest nic nowego w dziejach świata. Sęk w tym, że stworzenie kolejnej biurokratycznej machiny niewiele tu pomoże.
I tak na przykład w uzasadnieniu projektu czytamy:
Dostęp do dóbr kultury ma często charakter wyspowy, a oferta kulturalna w mniejszych miejscowościach jest niewystarczająca.
Diagnoza dobra. Należałoby jednak zastanowić się, od czego zależy ta wyspowość. Moim zdaniem od niedofinansowania lokalnych ośrodków kultury, od zatrudniania znajomków i sprowadzania gwiazd disco polo przy równoczesnym założeniu, że lokalni artyści to powinni występować za darmo. Czy status "artysty zawodowego" coś tu zmieni? Raczej nie.
Idźmy jednak dalej.
W Polsce liczba osób zawodowo wykonujących działalność artystyczną to łącznie z absolwentami szkolnictwa artystycznego ok. 67 000, a sytuacja ekonomiczna większości z nich jest trudna lub bardzo trudna. Około 60% ma przychody poniżej średniej krajowej, a ok. 30% poniżej minimalnego wynagrodzenia, z czego zmuszeni są samodzielnie opłacać ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.
Nie chcę wnikać w te liczby, ani w fakt, że jeśli ktoś musi samodzielnie coś opłacać, to znaczy, że pracuje na umowę o dzieło (zwykle z 50% kosztów uzyskania przychodu), więc "coś za coś". Skupiłbym się jednak na innym aspekcie. Jeśli 30% artystów nie potrafi ogarnąć swoich spraw, tak by uzyskać minimalne wynagrodzenie, to ciekaw jestem jak ogarną kwestię uzyskania statusu "artysty zawodowego".
Tu dochodzimy do sedna. Założenie ustawy jest takie, że artysta-biedak będzie mógł dostać dopłatę do składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne w wysokości 20-80% (w zależności od dochodu). Problem w tym, że najpierw będzie musiał przejść całą procedurę uzyskania statusu "artysty zawodowego". A zatem będzie musiał wystąpić do tzw. "organizacji reprezentatywnej" o potwierdzenie jego dorobku. Ustawa daje możliwość pobrania przez taką organizację opłaty w wysokości 10% minimalnego wynagrodzenia, więc można spodziewać się, że za darmo to nie będzie wydawane. Następnie z takim poświadczeniem będzie trzeba zgłosić się do Polskiej Izby Artystów i jak zwykle wszystko będzie zależało od woli urzędników. Obawiam się więc, że współczesny Norwid prędzej umrze w nędzy niż uzyska ten status, bo na samą myśl o chodzeniu po urzędach będzie bolała go głowa. Dziwnym trafem pomysłodawcy w ogóle nie biorą pod uwagę tego aspektu "artystycznej duszy".
Niniejszy wpis jest pierwszym z serii poświęconej projektowi ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Kolejne będę publikował po zaznajomieniu się z resztą dokumentów. Celem jest przede wszystkim uporządkowanie myśli przed formalnym ustosunkowaniem się do zapisów w ramach wspomnianych konsultacji. Myślę jednak, że część osób może to zaciekawić, zwłaszcza, że konsekwencje projektu będą dotyczyły wszystkich.