Nic tak nie pomaga rozwinąć swoich umiejętności piekarskich jak siedzenie z córką przed sklepami Lego i M&M's World w Londynie.
Poszliśmy sobie na randkę - obiecałem cały dzień uwagi dla niej. Poszliśmy do British Museum, następnie do Cartoons Museum. To drugie okazało się nieco bardziej dla dorosłych niż dla dzieci, ale miało Galerię Młodych Artystów, gdzie można było spróbować swoich sił w komiksach:
Po kilku kilometrach spaceru usiedliśmy z lodami przed wspomnianymi sklepami, a tam okazuje się, że obok jest Simit Sarayi - ta sama piekarnia simitów co obok mojego domu, tylko większa. I ma telebim nad wejściem, a na nim pokazuje te takie wiecie, spowolnione ujęcia z przygotowania potraw, które zazwyczaj występują w reklamach. Warzywa lewitują jak w kosmosie, takie tam. Do rzeczy: na ekranie zobaczyłem simit, lecący w zwolnieniu do ciemnego płynu, po czym jeszcze mokry, lecący w sezam. Tego nie było w przepisie J. Hamelmana.
Obwarzanki i bajgle mają to do siebie, że gotuje się je przez chwilę przed pieczeniem - stąd przy czytaniu oryginalnej receptury zwróciłem uwagę na instrukcję: zwilżyć obwarzanek mokrym ręcznikiem kuchennym i posypać ziarnami. Reklama piekarni uświadomiła mi, że to nie ja byłem przyczyną niepowodzenia przy pierwszym pieczeniu, więc zacząłem szukać innych źródeł. Od razu trafiłem na Ozlem's Turkish Table i nie szukałem dalej - już miałem z tym blogiem do czynienia, gdy robiłem gozlemy i nie zawiodłem się.
W przepisie pojawił się pekmez (artykuł na Wikipedii). Jest to syrop, uzyskany w wyniku redukcji moszczu (zazwyczaj winogronowego) z zagęszczaczem, na przykład syropem glukozowym. W smaku kojarzy mi się trochę z dżemem daktylowym - mdło słodkie, w barwie podobny do słodu, a w konsystencji do nieco gęstszego syropu. Ozlem macza swoje simity w rozcieńczonym pekmezie i dopiero zanurza w sezamie. Zrobiłem podobnie i sezam tym razem nie odpadł z chlebków.
Poprzednio wspomniałem też, że coś było nie tak z mąką. Uciekłem się do pewnej modyfikacji - dodałem odrobinkę glutenu w proszku, czyli vital wheat gluten - jest to "mąka" o 70% zawartości glutenu. Jedna łyżeczka od razu zmieniła zachowanie ciasta. Nie podaję tego jednak w przepisie, ponieważ jestem przekonany, że trafiłem na przemiał jakiejś felernej partii mąki. Szkoda że nie było to zaznaczone na opakowaniu, ale przynajmniej wiem, jak w przyszłości na to zareagować.
Przejdźmy zatem do przepisu.
Całość zajmie nie więcej niż cztery godziny, w tym trzy i pół godziny czekania. Przyda się sitko.
Zdecydowanie lepszy efekt niż poprzednio. Pekmez dodatkowo nadał słodkawy aromat i ciemniejszą barwę. Mogę ze spokojem powiedzieć, że tym razem jest jak trzeba. Polecam spróbować :)