Dopiero dzisiaj (przez przypadek) zauważyłem, że walka Jasia Kapeli z Ziemowitem Piastem Kossakowskim już się odbyła. Gdyby wygrał ten drugi to nawet nie chciałoby mi się komentować tej walki frików. Ale wygrał Kapela. Niższy i lżejszy. A Kossakowski, który teoretycznie miał lepsze warunki ale za grosz pokory po walce ledwo trzymał się na nogach. I dobrze. Pycha zawsze kroczy przed upadkiem. Taka z tego płynie nauka. Trzeba zanotować i zapamiętać.
Podobnie było ze Szpilką, który zapowiadał, że "zrobi dzieci" Kownackiemu i ostatecznie dostał od niego niezły oklep. Pamiętam, że był też jakiś Rosjanin, który zawsze milczał, nie reagował na zaczepki a potem robił lanie mocnym w gębie. I dobrze. Tak powinno być. A Jaś Kapela - jak kosa - prędzej czy później trafi na kamień.