Źródło: Filmweb
Dzień dobry wieczór.
Kontynuuję swoją passę oglądania filmów. Film Piękny umysł chodził za mną od dawna, bo nigdy go nie oglądałam, a od wielu osób słyszałam opinie, że jest to swego rodzaju klasyk. Poza tym jak przeczytałam, że pojawia się wątek choroby psychicznej to tym bardziej chciałam go obejrzeć.
Pierwsze co mnie uderzyło to geniusz. Nie wiem czy to z uwagi na fakt, że uważam, że mam bardzo duże deficyty intelektualne czy o co chodzi, ale uwielbiam oglądać geniuszy w akcji. Może dlatego tak bardzo podoba mi się Teoria wielkiego podrywu, ale do rzeczy. Jest to dla mnie w pewien sposób inspirujące kiedy mogę obserwować wielkie umysły i nawet jeśli dzieje się to tylko w filmie bądź serialu to nie zmienia to kompletnie mojego odbioru. To mnie fascynuje i pociąga strasznie. Wiele bym oddała, aby mieć wielki umysł.
Nie wiem jaki miał być wydźwięk tego filmu, ale dla mnie ten film był tragicznie przykry z tego względu, że sama mierzę się z chorobą psychiczną. Co prawda dwubiegunówka to nie schizofrenia, ale są pewne punkty styczne. Raz w życiu miałam manię taką pełnowymiarową, gdzie byłam totalnie poza kontrolą. Świat był mój. I ja w to wierzyłam. To wtedy właśnie wpadłam na pomysł, że będę jeździć na taksówce na własnym aucie, byłam w takim amoku, że kupiłam niesprawdzone auto za 25k i generalnie zasiałam jeden wielki chaos w swoim życiu. W trakcie manii jest się totalnie poza kontrolą. Wierzyłam we wszystko co robię. Dla mnie to było jak totalna psychoza, nie mówiąc już o tym jakie zgliszcza po tej manii pozostały. Miałam też do czynienia z parasomniami czyli jest to taki stan, kiedy budzisz się w nocy i Twoje ciało jest obudzone, ale umysł śpi. I wykonujesz jakieś czynności, ale kompletnie jest to poza Twoim umysłem. Lunatykowanie jest przykładem parasomni. W moim przypadku było różnie. Nagle odzyskiwałam świadomość jak coś jadłam. Chowałam sobie rzeczy w różnych dziwnych miejscach typu raz znalazłam stanik pod poduszką pomimo tego, że leżał w łazience wieczorem, bo tam go zostawiłam, gdy się rozbierałam. Wszystko co było związane ze snem było kompletną psychozą. To było dla mnie tak obciążające psychicznie doświadczenie, że nie umiem tego ubrać w słowa. Bardzo się bałam. A co by było, gdybym w środku nocy gdzieś wyszła? Ktoś zrobiłby mi krzywdę, wpadłabym pod samochód, wstaw cokolwiek skoro nie miałam nad sobą żadnej kontroli. A może kasyno, a może alkohol? Bardzo często też towarzyszy mi derealizacja. To moja reakcja na bardzo silny stres. Uczę się dopiero z tym żyć, bo dopiero niedawno dowiedziałam się, że żyję w derealizacji. Ja myślałam, że to się dzieje naprawdę. W moim przypadku wygląda to tak, że bardzo wyostrza mi się słuch, robię się bardzo wrażliwa na dźwięki [zwłaszcza piszczące] i opowiadam swoje życie tak jakby ktoś mnie obserwował. Tłumaczę dlaczego gotuję ryż tak, a nie inaczej, dlaczego pokroiłam ogórka tak, a nie inaczej, w co zaraz będę grać. Nie kontroluję tego. Z raz czy dwa udało mi się już z tego stanu otrząsnąć i przywrócić pełnię świadomości, ale jest to moja reakcja na silny stres i nie umiem nad nią zapanować.
Utożsamiam się z Nashem w pełni. Cieszę się, że ten film powstał. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby każdy go obejrzał chociaż raz. Często spotykam się z pewnego rodzaju stygmatyzacją chorób psychicznych i mało kto patrzy na to przez pryzmat tego, że to jest ludzki dramat. Choroba psychiczna jakakolwiek by nie była jest ludzkim dramatem. Jest dramatem chorego i jego otoczenia. Ja nie chcę się żalić, płakać, szukać pocieszenia, zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o to, że wydaje mi się, że ten film może fajnie otworzyć oczy. Zobaczcie, ludzie chorzy psychicznie są, czują, walczą, ale choroba nie sprawia, że są gorsi. Wciąż mogą być wartościowymi członkami społeczeństwa, mieć piękną duszę i piękny umysł.
Bardzo mnie ten film poruszył i jestem wdzięczna sama sobie, że w końcu go nadrobiłam.
Miłego dnia!