Dziennik #98/2022 - obojętność może zabić

Words
567
Reading
3 min
4y
Listen to this post
~4 min


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Skończyłam dzisiaj pracę dużo wcześniej, bo około 2:30 zamiast o 6 rano. Źle się czułam, bolała mnie głowa, myślę, że się w tych upałach odwodniłam. Z racji tego, że ruch był i tak chujowy i większość czasu stałam to po prostu odstawiłam samochód i napisałam bossowi wiadomość, że kiepsko się czułam dlatego zakończyłam pracę wcześniej.

Miałam rano jechać na terapię odwiedzić ich, ale postanowiłam nie nastawiać budzika i przespałam. Widocznie organizm tego potrzebował.

Napisała do mnie rano była terapeutka ta super czy mogę jej pomóc z transportem i z radością się zgodziłam. Po czym spędziłam przedpołudnie na drzemkach i sprzątaniu mieszkania z bardzo mizernym skutkiem. Po prostu mi się nie chciało i nawet nie wiem na czym mi dzień przeleciał.

Popołudniu pojechałam do wujka i go opierdoliłam, że wlecze się z naprawą komputera. Wszystko wszystkim, ale komputer rozgrzebany od pół roku i średnio co tydzień robi nadzieje, że już za kilka dni mi go odda. Powiedziałam mu, że z całym szacunkiem, ale jak go nie złoży do końca tygodnia to zabieram go do serwisu i wyjebane, bo nie po to wydałam na naprawę i ulepszenie 1500 zł, żeby nawet nie mieć go w domu. Niby ma się ogarnąć do końca tygodnia, zobaczymy.

Pojechałam potem po terapeutkę, fajnie pogadałyśmy. Wracając od niej jechałam odebrać paczki z Biedry i na rondzie zauważyłam faceta leżącego pod latarnią. Zmartwiłam się i stojąc na światłach zobaczyłam, że ludzie przechodzą obok niego w ogóle nawet nie patrząc. Zadzwoniłam z auta na 112 i babka mnie przełączyła do dyspozytora medycznego, który poprosił, żebym tam wróciła. No to nawrotka na rondzie, wróciłam do gościa i nie był pijany, ale był dziwny. Jak próbował wstać to upadał, nie mogłam zupełnie zrozumieć jego odpowiedzi, więc zadysponowali karetkę i poprosili, żebym poczekała. Przyjechali po jakiś 5 minutach, z karetki w ogóle wysiadł gość, z którym kiedyś byłam na terapii. Zajęli się nim, więc sobie pojechałam. Strasznie mnie to boli do tej pory, że prawie w centrum miasta wojewódzkiego człowiek upada na ziemię i nie interesuje się nim nikt. Są upały, może miał atak cukrzycy, może się odwodnił, nie wiem tego, ale jak do kurwy nędzy można przejść obok takiej sytuacji obojętnie - nie wiem.

Odebrałam sobie dwie paczuchy z Biedry i pełnia szczęścia. Po powrocie do domu zrobiłam zajebisty gulasz, w końcu wyszedł mi sos zagęszczany mąką i objadłam się jak wariatka. Mega mi się podoba koncepcja paczek z Too Good To Go, bo nie dość, że ratowanie żywności to jeszcze totalnie pobudzam swoją kreatywność do gotowania i podoba mi się to, bo od wielu lat jem bardzo monotematycznie. Dzisiaj np. zrobiłam masło z awokado i chilli i o kurwa jakie dobre. Czyli nowe smaki mi podchodzą tylko muszę się na nie otwierać. Proste.

Wieczór późny planuję totalny odpoczynek przy filmie. Kończę oglądać film Jennifer Lopez: Halftime, a potem zamierzam obejrzeć Ślicznotki z jej udziałem. Już go raz kiedyś oglądałam, ale oczywiście najebana, więc tak jakbym go nie obejrzała wcale.

Reagujcie, gdy innym dzieje się krzywda, bo nigdy nie wiadomo, kiedy to na nas ktoś się wypnie. Nie trzeba być chujem w tym skurwiałym świecie.

Do jutra.

PS. Z racji tego, że zarobiłam dużo więcej niż się spodziewałam to puściłam stówę na zaprzyjaźnioną fundację Cancer Fighters. Zachęcam do zapoznania się, gdyby ktoś chciał, bo robią robotę. Opieka nad dziećmi onkologicznymi i dawanie im uśmiechu czasem w ostatnich chwilach to najpiękniejsze co może być.

Dziennik #98/2022 - obojętność może zabić | Ecency