Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Okropnie spałam. Cały czas się budziłam, kręciłam po mieszkaniu, nie mogłam usnąć. Nie denerwowałam się o to aż tak bardzo, ponieważ znałam przyczynę problemów ze snem: nowe stanowisko w pracy. Nad ranem przysnęłam jak kamień i wstałam z wielkim trudem.
Pojechałam do pracy na 8:00, ale moja koleżanka zapomniała, że się ze mną tak umówiła i przyjechała 30 minut później. Rozpoczęłam naukę na nowym dziale i myślę, że sobie nie poradzę. Tego jest tak dużo, a wszystko wydaje się tak niestandardowe, że ja naprawdę chyba tego nie ogarnę. Porwałam się z motyką na słońce. Mam wielką ochotę zrezygnować. Nie zrozumiałam prawie nic z tego co koleżanka mi tłumaczyła. Jest mi cholernie przykro, źle i ciężko, ponieważ marzyłam o tej pracy, a jak się okazuje nie jestem w stanie jej wykonywać. Wypełniłam też kwity na delegację. Jedziemy w środę, wracamy w sobotę. Kudłaty synek będzie u moich rodziców w tym czasie. Zaplanowaliśmy sobie kilka atrakcji na wolny czas i mam nadzieję, że będzie miło.
Moja była już kierowniczka podarowała mi dzisiaj prezent. Duży pluszowy pies, który robi za poduszkę, a w swoim brzuchu miał schowany kocyk. Uśmiałam się i zrobiło mi się bardzo miło, ponieważ ostatni prezent urodzinowy dostałam chyba na osiemnastkę. Co prawda urodziny mam dopiero jutro, ale to bardzo miły gest. Aż mnie lekkie wzruszenie złapało.
Po pracy weszłam do Rossmanna po kilka drobiazgów w delegację i po powrocie do domu zaległam przed komputerem i oglądałam "Love never lies Polska". Dalej mam bekę z tego programu. Mimo tego, że jest dopiero 21 to idę już do łóżka, ponieważ leki zaczęły już działać i jestem bardzo zamulona. Trudny to był dzień.
Do jutra.