Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Nie było wczoraj wpisu przez lenistwo. Położyłam się do łóżka, już mi było ciepło i bezpiecznie i dopiero mi się przypomniało, że nie wrzuciłam dziennika. Z pełną odpowiedzialnością za moje lenistwo przekręciłam się na drugi bok i gniłam dalej w łóżku, bo ze snem to raczej ciężko było.
Wstałam w kiepskim nastroju, bo znów prześladował mnie ten sam koszmar. Od kilku tygodni śni mi się to samo: leżę w szpitalu podpięta każdym otworem do jakiś dziwnych urządzeń, bo przedawkowałam, a moja przyjaciółka siedzi i płacze. Nienawidzę tego snu. To nie sen, to jest kurwa koszmar. I on wraca i wraca i wraca, a ja chyba trochę zaczynam się bać, bo albo śni mi ta scena albo mój pogrzeb i już sama nie mogę zdecydować się co jest gorsze.
Spotkałam się z ziomkiem, coś tam zażyłam, coś tam wypiłam. Po powrocie do domu poszłam spać i znów ten sam sen. I emocje tak mi wyjebały w powietrze, że kończę z tym. Kończę z używkami wszelakimi. Dość tego. Zaczynam się coraz bardziej nakręcać na strach, że skrzywdzę tak cudownego człowieka swoim beztroskim i gówniarskim podejściem do życia. Legendy nie umierają nigdy, nawet w Waszej pamięci będę sobie jeszcze długo trwać, ale postaram się, żeby jednak nie wysyłać ciała tam skąd już nie powrócę choćbym bardzo chciała.
Pewnie najbliższe dni będą ciężkie, bo odstawianie używek nie należy do przyjemnych nawet jeśli się śmigało na minimalnych dawkach jak ja w ostatnich dniach. Będę się wkurwiać, smucić, płakać, krwawić, wymiotować, krzyczeć i w sumie nie wiadomo co jeszcze. Będzie fajnie.
Czuję się tak jak w 2023 kiedy szłam na odwyk po zaplanowaniu samobójstwa. Czuję podobny poziom motywacji, żeby wstać i walczyć. Wtedy się udało to wierzę, że uda się i teraz. W terapię jestem zaopiekowana, w leki również, nic tylko działać. Na razie sobie trwam. Słucham muzyki, gotuję obiad i mam jakiś dziwny lot w głowie, ale to nic groźnego tylko standardowe działanie mojego mózgu dlatego ja już się takimi pierdołami nie przejmuję.
A może gra? A może serial? A może coś odpierdolmy skoro od jutra mam być czysta? Ahoj, przygodo.
Jan Nowicki + te grzmoty + ten tekst, aj. Ciary. Płakałam za nim, a i teraz potrafi mi łza polecieć przy tym kawałku. Pan Jan jak walnie niskie tony to skóra sama cierpnie.
Do jutra.