Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Strącam dzisiaj @poprzeczka. Myślę, że dobrnęłam już do granic swoich możliwości. Faktem też jest, że byłam dzisiaj okropnie leniwa. Dalej bardzo boli mnie głowa i kiepsko się czuję psychicznie, więc to automatycznie przekłada się na moją aktywność, a w sumie jej brak. Niemniej gra toczy się dalej, może jutro uda się coś powalczyć.
Znowu obudziłam się po piątej rano. Nie wiem dlaczego tak się dzieje w tym tygodniu. Pobudce towarzyszył ból głowy, więc już wiedziałam, że z dalszego snu wyjdą nici. Krzątałam się bez sensu po domu, totalnie.
Skapitulowałam z byciem odważną i dzielną i poszłam do apteki po coś na ból głowy. Pani dała mi Ibuprom RR. Czy to dobry wybór czy nie to nie wiem, bo w sumie się nie znam, ale zbiedniałam o 20 zł, więc mam nadzieję, że było warto. Co ciekawe owy Ibuprom RR był okraszony informacją o tym, że jest on w promocji: z 20,08 zł na 19,99 zł. Nie wiem co mam zrobić z zaoszczędzoną kasą. Jakieś Malediwy czy coś?
W pracy jak to w pracy. Niby roboty mało, ale dużo zajęć pobocznych, więc główne zajęcie szło jak krew z nosa. Dałam dzisiaj mojej kierowniczce prezent urodzinowy i bardzo się śmiała, a taki był jego cel, więc się cieszę. Ona dzisiaj szybciej kończyła pracę, więc sama zamykałam magazyn. Już do tego w sumie niby przywykłam, bo na początku bardzo panikowałam jak miałam zostać sama. Teraz jest okej. Po prostu nie lubię tego robić, bo cała robota spada na jedną osobę, ale nie mam już stresu czy nerwów. Rozkminiłam dzisiaj czemu się złoszczę na moją kierowniczkę. Tak mi się wydaje, że podświadomie jej zazdroszczę stanowiska i chciałabym być na jej miejscu. Włączyła mi się jakaś chora ambicja i to bardzo źle. Niemniej jednak odkąd dzisiaj rano mnie oświeciło to nagle w pracy pełen spokój, wszystko gra. Umysł szaleńca wciąż potrafi mnie zadziwić. Szybko utemperowałam samą siebie, że jak będę uczciwie i ciężko pracować to może kiedyś też zostanę kierownikiem, ale wszystko ma swój odpowiedni czas i miejsce. I tyle.
Powrót do domu to powrót migreny. Nie chcę się faszerować tabletkami, ale nie wiem czy z tym bólem zasnę.
Dzisiaj rano przeczytałam informację, że człowiek, którego znam zaginął. To nie jakiś tam mój wielki kolega czy coś, po prostu znam. Potrząsnęło mną to, bo nie rozumiem jak człowiek może się tak po prostu rozpłynąć bez śladu. No nie rozumiem. Pamiętam parę lat temu była taka akcja, że streamer, którego bardzo lubiłam oglądać zaginął, po prostu rozpłynął się w powietrzu, a raczej w wodzie jak wskazują przypuszczenia. Mój mózg pomimo tego, że jestem już osobą dorosłą nie potrafi zrozumieć jak człowiek może nagle przestać istnieć. Pod tym względem chyba mam umysł dziecka, bo nie rozumiem, po prostu. W każdym razie po powrocie z pracy przeczytałam informację, że ten "kolega" się znalazł i ulżyło mi bardzo, bo śmierci nie pojmuję, więc nie wiem jakbym to sobie wytłumaczyła. Niemniej napięcie przez cały dzień mnie nie opuszczało.
I tyle. Nie mam siły więcej rzeźbić, bo się naprawdę podle czuję.
Śniadanie: owsianka z białkiem i bananem
Obiad: kurczak z ryżem i fasolką szparagową
Przekąska: kefir + melon
Kolacja: proteinowe ptasie mleczko
Woda: 2,2l
Kroki: 8k
Co do moich przekąsek to codziennie będzie to kefir, ponieważ próbuje podratować kondycję moich bebechów. Jakieś tam pierwsze wnioski mam, ale podzielę się nimi po wychłeptaniu całej zgrzewki, bo tyle na testy kupiłam. Jestem taka fit, że ojeju.
Do jutra.