Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Pół nocy nie spałam, bo mój pies strasznie szalał. A ja razem z nim, ale uwzględniając to co się działo w dalszej części dnia to nie chce mi się tłumaczyć dlaczego. Po 2 poszłam z kudłaczem na spacer, żeby się wylatał i może w końcu dał mi spokój i to był strzał w 10. Wróciłam do domu tak pobudzona, że stwierdziłam, że pyknę sobie ćwiartkę. I to był błąd mojego życia, bo generalnie wiem, przy których lekach mogę sobie pozwolić na bycie nietrzeźwą i wiem, że nie zejdę, ale zapomniałam, że od kilku dni przyjmuję olanzapinę i pomieszanie tego z alkoholem nawet w tak mikro dawce było.... powiedzmy, że niefrasobliwe, bo nie chcę obrażać sama siebie. Ciśnienie mi tak poleciało w dół, że myślałam, że zejdę. Do tego duszności, wymioty, drgawki i totalny śmietnik w głowie. Wątrobę to myślałam, że mi rozpierdoli, a bóle już od kilku dni mam tak silne, że nie ma leków przeciwbólowych, które mogę bezpiecznie brać i które koją moje cierpienie. No cóż. Głupia się urodziłam i głupia umrę.
Nie chce mi się pisać o moim poranku. Dużo skrajnych uczuć i emocji i tyle.
Jak doszłam do siebie to w sumie spoko. Tzn. czy może być spoko w mojej sytuacji? No nie bardzo.. Ugotowałam obiady dla babci, żeby we wtorek jej zawieźć, kupiłam jej leki, których potrzebuje, jutro jeszcze zrobię jej zakupy no i co. Zapłaciłam zaliczkę za przebudowę łazienki dziadków, bo niestety diagnoza przyszła, że dziadek już na nogi nie stanie, więc trzeba to wszystko jakoś okiełznać. Wzięłam na siebie część łazienki, fachowcy jutro wchodzą i będą działać. Czekamy jeszcze na łóżko a'la szpitalne, bo to nie jest tak, że się pstryknie palcami i jest. Jestem aktualnie tak obciążona psychicznie i emocjonalnie, że nie radzę sobie z niczym. Kompletnie z niczym. A jeszcze dzisiaj doszło do sytuacji, która sprawiła, że chcę zostać z tym wszystkim sama. Wspaniale, prawda?
Nic sobie nie zrobię, bo kocham moich bliskich, ale wyartykułuję to jasno i wyraźnie: mam dość. Mam dzisiaj taką refleksję z tego dnia, że lepiej jest w życiu odpierdalać. Jak odpierdalam to dostaję zjeby, a jak nie odpierdalam to dostaję karę, więc sumarycznie wychodzi na to, że już lepiej jest odpierdalać i przynajmniej koić nerwy nawet jeśli robię to w sposób nie do końca poprawny.
Do jutra.