Dziennik #247/2024 - czas goni

Words
704
Reading
4 min
Listen
Play
2y

Zaraz dopiszę resztę posta byleby go opublikować przed północą, a jest już 23:58 :D


Źródło: Pixabay


Standardowe dobry wieczór.

Bardzo długo nie mogłam zasnąć, a gdy już zasnęłam to ogarnął mnie tak głęboki sen, że miałam potworny problem, żeby wstać o tej siódmej. Czyżby to leki zaczęły działać, że chociaż się nie budziłam co chwilę? Nie wiem, ale było spoko, bo choć byłam zmęczona z powodu zbyt małej ilości snu to przynajmniej nie byłam taka jakaś rozdygotana przez ciągłe wybudzanie się. Na plus.

Pojechałam na terapię i na terapii nastąpiła rewolucja. W skrócie chodzi o to, że istniała grupa na Whatsappie, która miała być stricte terapeutyczna, ale nie była. Ja nie wiem co to za grupa, chyba jakaś nowa, bo na jednej byłam, ale ona była martwa no i tam się działo wszystko poza terapią. Memy, śmieszne filmiki i inne cuda. Terapeuta się wkurzył i postanowił założyć swoją grupę na Skypie, którą on będzie moderował i zaprasza tam tych, którzy faktycznie chcą się leczyć. Będzie nam tam wrzucał notatki z zajęć w plikach PDF, materiały i inne rzeczy mające służyć naszej trzeźwości. Oczywiście do grupy natychmiast dołączyłam i bardzo się ucieszyłam z tej inicjatywy. Mieliśmy dzisiaj omawiać profil lęku i bardzo na to liczyłam, bo poranne grupy są mało liczne, ale niestety zabrakło na to czasu. Przy kilku osobach może zdobyłabym się na odwagę, żeby ten profil lęku omówić, ale będziemy to robić dopiero za tydzień, a wtedy będę na grupie popołudniowej (pierwsze zmiany), więc tam nie odważę się na pewno, bo tam zawsze jest dużo ludzi. Bardzo szkoda. Terapia oczywiście sama w sobie bardzo wartościowa, podobało mi się.

Po terapii hit. Wychodzę z budynku, wyciągam telefon i patrzę, a tu sms od taty, żeby do niego zadzwonić. Trochę się zdziwiłam, bo są a wczasach, więc co takiego się stało no i automatycznie skoczyły mi lęki bardzo. Dzwonię do niego, a on do mnie tak: zrobię Ci trzy kilogramy kotletów tylko jest sprawa. Zostawiliśmy laptopa w domu, więc jak będziesz jeździć podlewać kwiaty (jeżdżę codziennie, bo mają je na balkonie, więc wiadomo w tych upałach) to musisz nam się logować na Wiejskie Życie (taka gra), żeby nam nie przepadły nagrody za logowanie (grają od kilku lat) i wysyłać prezenty do sąsiadów, żeby nas nie wyrzucili z grona sąsiadów. SPOKO. Trochę pośmieszkowałam z nich, ale oczywiście z racji tego, że jestem łasuchem to za trzy kilogramy kotletów dałabym se dupę ogolić, a nie tylko bym poklikała w kąkuter.

Po powrocie do domu chwilę się zdrzemnęłam i trzeba było jechać do pracy. A w niej bardzo spokojnie. Roboty było tak na styk, że jeszcze zdążyliśmy porobić porządki. Podobał mi się ten dzień w pracy. Podoba mi się to, że od poniedziałku pozostałe działy będą też pracować na dwie zmiany. Może to źle o mnie świadczy, ale cieszy mnie ta sprawiedliwość, bo denerwowało mnie strasznie to, że pozostałe dwa działy tylko 8-16, niedziele to nie i wywalone na wszystko. No nie. Słabe to. Wkurza mnie też jeden lider [tak, cały czas ten sam] i dzisiaj postanowiłam, że nie będę się z nim szarpać i po prostu powiedziałam o moich przepychankach kierowniczce. Z racji tego, że kierowniczka to człowiek czynu to powiedziała, że jutro weźmie go w obroty. A ona jak mówi tak robi, więc jestem spokojna. Nie będę się z gościem szarpać. Czas szybko zleciał, bo było co robić w sumie przez cały dzień. Zrobiłam dużo dodatkowej pracy z czego byłam bardzo zadowolona, bo niektóre misje były bardzo niewdzięczne jednak się udało.

Po wyjściu z pracy zadzwoniłam do przyjaciółki, bo tak się umówiłyśmy i nawijałyśmy dwie godziny przez telefon. Stąd wpis na ostatnią minutę doby. W międzyczasie naszej rozmowy ja byłam u rodziców, podlałam im kwiatki, ogarnęłam grę, wyprowadziłam psa, odgrzałam obiad. Wspaniale było z nią porozmawiać. Bardzo mi jej brakuje. Jak mam drugie zmiany to nie rozmawiamy wcale, no bo nie ma jak. A jak mam pierwsze to też różnie z tym bywa. Dzisiaj jej chłop był na nocce to sobie poplotkowałyśmy. Zawsze rozmowa z nią dodaje mi skrzydeł. Było fajnie chociaż ucho od telefonu piecze.

A w ogóle dostałam do taty całe naczynie żaroodporne karkówki także do końca tygodnia nie muszę się martwić o obiady.

Lecę zjeść, poklikać i spać, bo padam.

Do jutra.

Dziennik #247/2024 - czas goni | Ecency