Źródło: fotografia własna
Dobry wieczór.
Na samym wstępie chciałabym się pochwalić, że przeżyłam te święta na trzeźwo. Jestem z siebie bardzo dumna, bo nie było to dla mnie łatwe. Musiałam o siebie wyjątkowo dobrze zadbać i mój plan w pełni udało się zrealizować. Nie wypiłam nawet kropelki alkoholu, nie byłam w kasynie. Udowodniłam sama sobie, że jeśli chcę to potrafię zachować trzeźwość i sprawić, że nie jest to tortura tylko fajnie spędzony czas. Dzisiejszym wpisem chcę powrócić do dzienników, ale zobaczymy jak to do końca roku będzie wyglądać.
Wstałam przed budzikiem dzisiaj i pojechałam do rodziców na świąteczne śniadanie. Było pysznie jak zawsze, a barszczyk rano wjechał jak złoto. Po śniadaniu pojechaliśmy w odwiedziny z prezentami do mojego brata i było totalne szaleństwo. Dzieciaki zwariowały na punkcie prezentów, było bardzo głośno i wesoło. Dla mnie osobiście aż za głośno, nie jestem przyzwyczajona do takiego chaosu i mój introwertyzm bardzo cierpiał. Męczyłam się strasznie i ciężko przez to było mi się cieszyć chwilą. Tak, wiem, brzmię jak dzikus, ale tak już mam, że wolę ciszę i spokój, ale nie zmienia to faktu, że kocham tych dwóch szkrabów nad życie. Mam też taką refleksję, że fajnie byłoby czasem poczuć taką dziecięcą radość niezmąconą codziennymi problemami. Marzenie.
Po wizycie u brata odwiedziliśmy babcię i dziadka i też było bardzo fajnie, ale już na spokojnie. Zjedliśmy ciasto, wypiliśmy kawkę, porozmawialiśmy, ot życie rodzinne w stu procentach. Babcia z dziadkiem kiepsko się czuli, jakby miała ich rozebrać jakaś choroba, ale mam nadzieję, że to tylko chwilowe osłabienie i nic ich nie dopadnie. Trochę poczułam irytację, że nie mogą się zaszczepić na covid, bo brakuje szczepionek. Abstrahując już od ich skuteczności, bo nie zamierzam wdawać się w polemikę na ten temat to sam fakt, że ich to szczepienie uspokaja i mniej się boją choroby sprawia, że chciałabym, aby mogli się zaszczepić. Na razie zostali odesłani z kwitkiem i mają próbować w styczniu. Masakra jednym słowem.
Po powrocie do domu ucieszyłam się z ciszy moich czterech ścian. Jestem wielkim introwertykiem i dla mnie cały dzień z ludźmi sprawia, że potrzebuję czasu dla siebie. Liczyłam na lekturę #polish, ale tu głucho i cicho ostatnio, marnuje mi się voting power, bo brakuje wpisów, na które chciałabym zagłosować. Mam nadzieję, że to okres świąteczny jest taki cichy i po kończących się już świętach #polish się rozbuja, bo nie wygląda to dobrze.
Jak już odtajałam to dowaliłam sobie wizytą u przyjaciółki i to również było szalone, bo ma dwóch synów, którzy jak to dzieci mają nadmiar energii. Było zabawnie, nie powiem. W ramach prezentu świątecznego dostałam olejek arganowy do włosów i pierniczki na drogę. Jednego z nich widzicie na zdjęciu u góry wpisu. Bardzo smaczne, a z racji tego, że od nowego roku idę na dietę to korzystam i zajadam się właśnie pierniczkami i czekoladą. Ot kolacja singielki.
Wieczór planuję spędzić na oglądaniu czegoś na Netflixie i po prostu odpoczynku. Przez nadmiar bodźców jestem pobudzona i czuję, że jeszcze przez jakiś czas trudno będzie mi zasnąć. Mimo wszystko był to dla mnie energetycznie bardzo wyczerpujący dzień pomimo tego, że był to dzień dobry. I jeszcze raz powtórzę, aby to dobrze wybrzmiało: byłam trzeźwa całe święta. I jestem z siebie cholernie dumna.
Czas powrócić do pisania dzienników, bo nowy rok ma być owocny w tym względzie, ale o tym napiszę myślę, że w sylwestra.
Do jutra.