Dziennik #203/2025 - nic

Words
453
Reading
3 min
Listen
Play
1y


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Nie spałam w nocy. Nie mogłam. Wszystko mnie w środku boli. Na zewnątrz chyba zresztą też, bo mam wrażenie, że bolą mnie nawet włosy. Kręciłam się w kółko aż w końcu wstałam, bo leżąc bez żadnych bodźców czuję się jeszcze gorzej, bo dociera do mnie całe zło, które się wokół mnie dzieje.

Rano poszłam z psem na spacer na co kompletnie nie miałam ani ochoty ani siły. To mnie trochę zaalarmowało, że jak zaczynam mieć awersję do spacerów z psem to nie jest dobrze. A potem strzelił mnie epizod derealizacji. Strasznie tego nie lubię. Budzi to mój niepokój, bo z jednej strony odkleja mi się, a z drugiej strony jestem w pełni wszystkiego świadoma i to jest mocno pojebane. Akceptuję jednak, że jest to reakcja mojego mózgu na nadmiar stresu. To mechanizm obronny. Rzeczywistość jest tak bardzo nie do zniesienia, że mózg ucieka w świat fantazji. W sumie sprytne. W każdym razie, żeby to przerwać poszłam do łóżka i udało mi się z dwie godziny pospać.

Nie czuję się dobrze. Mam myśli samobójcze, mam myśli o samookaleczaniu, ale jest to w pełni pod kontrolą, nie stanowię sama dla siebie zagrożenia. ALE zaczęłam rozważać szpital. W sensie normalnie oddział, nie SOR. Wcześniej kategorycznie to wykluczałam, ale jestem tak bardzo zmęczona tym co czuję. Tylko z drugiej strony czy oni mi pomogą skoro aktualnie moje samopoczucie ma przyczynę? No dobra, depresja też tutaj robi swoje, ale umówmy się, że ostatnie tygodnie mnie nie oszczędzały i to musiało się odbić na psychice tak kruchej. Sama już nie wiem.. W piątek chcę pojechać na miting, bo będzie gość co ma dość bogate doświadczenie z naszym szpitalem [też ma dwubiegunówkę] i chcę z nim porozmawiać czy to w ogóle warto. A może ja po prostu potrzebuję mocniejsze leki? Albo inne, bo to co brałam przez 1,5 roku przestało działać tak jak powinno? A może potrzebuję dobrych ludzi dokoła po prostu, a nie kogoś kto zdepcze mi serce?

Czuję, że to będzie kolejna zarwana noc. Może nie tak dramatycznie jak wczoraj, bo czuję się bardzo zmęczona, ale jednocześnie jestem tak rozedrgana w środku, że nie wiem czy to uda się zasnąć, szczerze nie wiem. Bardzo bym chciała, bo przynajmniej jak śpię to nie cierpię w świadomości.

Na froncie z przyjaciółką milczenie. Ona się nie odzywa, bo ma wyjebane, a ja się nie odzywam, bo nie widzę sensu. Byłam pewna, że jesteśmy nierozłączne. Byłam pewna, że skoro po drodze w naszej przygodzie tyle rzeczy scementowało tę relację to, że nie ma chuja, nic jej nie ruszy. A jednak.. Na ten moment myślę, że nie przetrwam tego wszystkiego. Że tego wszystkiego jest po prostu za dużo, a ja jestem za słaba. Nie wiem nic.

Do jutra.

Dziennik #203/2025 - nic | Ecency