Dziennik #161/2025 - kryzys

Words
455
Reading
3 min
Listen
Play
1y


Źródło: Pixabay


Dzień dobry.

Całą noc nie mogłam spać. Bardzo bolało mnie ciało, a w sumie skóra. Jakby mnie ktoś przypalał rozpalonymi igłami. Bardzo się męczyłam. Nie chciałam wstawać, bo liczyłam na to, że chociaż leżąc uda mi się odpocząć, ale ból był tak silny, że w końcu wstałam, bo po prostu miałam już dość cierpienia. Mam dość ostatnich dni. Tak bardzo dość.

Pojechałam na 8 do psychiatry. Pani doktor znów próbowała się upierać przy tym, że powinnam iść do szpitala, a ja się znów uparłam przy tym, że za bardzo się boję i nie chcę. Możliwe, że dzięki temu szybciej doszłabym do siebie, ale mój lęk przed szpitalem jest na tyle silny, że na ten moment nie jestem w stanie go opanować. Opowiedziałam jej o tym potwornym bólu i ma na to swoją hipotezę przez to zmieniła mi trochę farmakoterapię. Nie tracę wiary, nie tracę nadziei. Jedno co mnie załamało to to jak mi powiedziała, żebym nie kładła się w dzień spać, żeby sobie nie rozregulować znowu rytmu dobowego. Zmartwiło mnie to, ponieważ o niczym tak nie marzę jak o śnie.

Chwilę posiedziałam w domu i poszłam do lekarza rodzinnego. Miałam z panią doktor omówić wyniki krwi i moczu, bo pani pielęgniarka zinterpretowała je jako katastrofalne. Bardziej ufam pani doktor i słusznie, bo utwierdziła mnie w przekonaniu, że moje wyniki są zajebiste, zero odchyłów od normy. Pięknie.

Po powrocie do domu muszę się przyznać bez bicia, że przesiedziałam cały dzień przed komputerem. Po prostu. Nie mam kompletnie na nic siły i jestem wykończona. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Stoczyłam dzisiaj batalię z bankiem, ale już mi się nie chce o tym pisać, bo nie chcę się znowu denerwować. Siedziałam, oglądałam Przyjaciół i próbowałam nie zasnąć. I mi się udało. Jednak teraz jest godzina 18, więc ja biorę leki, idę z psem na spacer i idę się położyć, bo po prostu konam. Bolą mnie oczy, głowa, mam katar, jest mi niedobrze, mam rozstrój żołądka, dreszcze i ogólną niechęć do świata, życia i ludzi. Wierzę głęboko, że jak się porządnie wyśpię to będzie mi lepiej. Oby.

Jestem w głębokim kryzysie. I nie jego sam fakt mnie tak drażni tylko to, że jestem nim po prostu już zmęczona. Czy ja tak wiele chcę od życia? Chcę ciszy, spokoju i nic więcej. A nie mam tego. Cały czas ktoś lub coś próbuje zakłócić mój spokój i tym razem jest to bank i choroba. Ja już tak po ludzku nie mam siły. Chce mi się płakać, ale nawet na to nie mam dzisiaj siły. Co muszę zrobić lub oddać za namiastkę spokoju? Nie wiem, ale oddam wiele..

Idę z fafulcem na spacer i idę spać. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak wcześnie publikowałam wpis o ile kiedykolwiek

Do jutra.

Dziennik #161/2025 - kryzys | Ecency