Babygirl

Words
774
Reading
4 min
Listen
Play
1y

image.png

Źródło: Filmweb


Witam serdecznie.

Filmowej przygody ciąg dalszy.

Zmierzyłam się z filmem Babygirl. Bardzo czekałam aż pojawi się na platformie Max, bo balonik oczekiwań był bardzo mocno pompowany. Poza jakimś takim hajpowaniem ze strony mediów wszelakich muszę przyznać, że temat wydawał mi się bardzo intrygujący. To coś innego, świeżego mi się wydawało, ale nie jestem dobrym wyznacznikiem, bo generalnie nie jestem na bieżąco z kinem. Teraz siedzę na L4 to oglądam. W każdym razie wracając na ziemię temat wydawał mi się ciekawy, bo w końcu to kobieta miała być postawiona w roli silnej karierowiczki. Miałam naprawdę spore oczekiwania i.. bardzo się zawiodłam.

Zacznijmy może od początku, od rzeczy, która poirytowała mnie najbardziej. Nie chcę źle zabrzmieć i mam nadzieję, że nikt tego źle nie odbierze w żaden sposób, bo nie jestem pruderyjna, ale ten film to sam seks. No w większości. Sceny seksu ciągną się w nieskończoność i nie wnoszą one za wiele tak naprawdę. Były tak nudne i tak przewlekłe, że w czasie ich trwania scrollowałam Instagram. To nie są sceny, które ja lubię oglądać. I nie chodzi o pruderię. Chodzi o to, że uważam, że w dzisiejszych czasach filmy bądź seriale są sztucznie pompowane tanimi uciechami cielesnymi, bo to się klika, to się ogląda i te sceny są ładowane bez żadnego umiaru i pomysłu. I moim zdaniem tutaj było dokładnie to samo. Rozumiem, że romans, rozumiem zamysł, żeby pokazać namiętność relacji, wszystko to rozumiem, ale nadal uważam, że ilość i bezsensowność wtrącania scen seksu w tym filmie to jest jakieś totalnie przegięcie pały.

Druga sprawa to absurd niektórych scen. Zastanawiałam się jak opisać ten akapit, żeby nie spoilerować, gdyby ktoś chciał jednak ten film obejrzeć. Chodzi mi o to, że film jest totalnie niespójny. W jednej sekundzie główna bohaterka jest totalną dominą po czym w ułamku sekundy robi rzeczy, które ją tak upokarzają, że nie wiem czy można bardziej się upokarzać przed drugą osobą. Rozumiem, że to może kręcić i tak dalej, ale dla mnie tutaj to było przedstawione karykaturalnie. Było kilka momentów kiedy wybuchłam śmiechem i było takie "kurwa serio?". A nie sądzę, żeby to był film do śmiania się i nie sądzę, żeby takie było założenie autorów.

Bardzo, ale to bardzo nie podoba mi się płytkość tego filmu. Mi się wydawało [naiwnie jak się okazało], że to będzie naprawdę głęboki film, który poruszy wszystkie moje możliwe uczucia. No i w moim odczuciu wcale tak nie jest. Laska zdradza męża i tyle, są sceny seksu i tyle. Nie ma pokazanej jakiejś takiej wewnętrznej rozterki, dramatu, a to na pewno jest w ludziach, którzy robią takie rzeczy. Na jednej szali rodzina na drugiej jakiś bonzo i nie ma w bohaterce w ogóle ukazanej tej rozterki. Jest jedna czy dwie sceny, które niby chyba próbują to pokazać, ale to bardziej wyszło po prostu jako dramat, żeby zatrzymać przy sobie młodego bonzo, bo się w to wkręciła. Bardzo, ale to bardzo mi się nie podoba totalne pominięcie warstwy emocjonalnej. Wydawało mi się, że ten film da mi naprawdę czadu, wszystkie zwoje mózgowy się wyprostują, serce zrobi fikołka, cokolwiek. Dla mnie tu nie ma nic. Kilka scen w trakcie dwugodzinnego filmu to trochę moim zdaniem za mało. To też sprawia, że nie umiem lubić głównej bohaterki, bo w moich oczach jest tylko nimfomanką polującą na bolca, nieważne do kogo ten bolec należy. I ok, szanuję, że ktoś ma takie potrzeby, ale to w takim razie po co się pchasz w męża, rodzinę? O co w tym filmie chodzi o kurwy nędzy?

Kidman mi się w tym filmie też nie podoba. W moim odczuciu kompletnie nie wyszło jej zagranie silnej, niezależnej kobiety sukcesu. Wręcz przeciwnie. Cały film sprawia na mnie wrażenie uległej ciapy. Jest jedna scena, dosłownie jedna, na sam koniec filmu, kiedy pokazuje się z silnej strony, ale w moim mniemaniu robi to tylko werbalnie, a nie idzie za tym żadna gra ciałem. Ot po prostu totalna mimoza.

Reasumując mi się film nie podobał. Był nudny, męczący, niespójny i zbyt długi. Zresztą gdyby wyciąć bezsensownie wciskane sceny seksu to najpewniej trwałby połowę krócej. Być może ja się nie znam i jest to dzieło wybitne, bo może tak być skoro tak bardzo był pompowany balonik na Maxie, że taki super film będzie dodany, ale no dla mnie totalnie nie. Nie wiem czy jest to kwestia wyobrażeń moich o filmie kiedy przeczytałam opis czy o co chodzi, ale dno, metr mułu i dopiero jest ten film. Zdecydowanie to nie jest rozrywka dla mnie. Zresztą pytanie czy to miała być rozrywka? Czy refleksja? Czy zaduma? Nie mam zielonego pojęcia czym ten film miał być. Może coś o poskramianiu własnych demonów? Nie mam pojęcia. Nie polecam.

Miłego dnia.

Babygirl | Ecency