Rambo: Pierwsza krew – film, który okazał się czymś więcej niż tylko strzelanką 🎬
Kiedy ktoś mówi „Rambo”, większości ludzi od razu przychodzi do głowy facet z opaską na głowie, karabin maszynowy i eksplozje co pięć sekund. Ale pierwszy film z serii – „Rambo: Pierwsza krew” (1982) – jest zupełnie inny. I właśnie dlatego jest tak dobry.
Pierwszy raz oglądałem ten film jeszcze w podstawówce na kasecie VHS. To były czasy, kiedy filmy zdobywało się trochę „partyzancko” – ktoś miał kasetę, ktoś pożyczył od kuzyna, ktoś nagrał z telewizji. Pamiętam, że oglądanie „Rambo” na starym magnetowidzie miało w sobie coś magicznego. Szumiąca taśma, lekko przytarty obraz i ta świadomość, że ogląda się coś „dla dorosłych”. 😄
Na początku wydawało mi się, że to będzie zwykły film akcji. Tymczasem historia Johna Rambo jest dużo smutniejsza i poważniejsza.
Rambo to były żołnierz z Wietnamu, który wraca do kraju i okazuje się, że… właściwie nigdzie nie pasuje. Trafia do małego miasteczka, gdzie miejscowy szeryf traktuje go jak włóczęgę i próbuje się go po prostu pozbyć. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli i zaczyna się pościg w górach oraz lesie.
Ale to nie jest typowe kino akcji. Przez większość filmu Rambo właściwie nie chce nikogo skrzywdzić – on tylko próbuje przetrwać. Widać w nim człowieka zniszczonego wojną, który nie potrafi odnaleźć się w normalnym świecie.
Najmocniejsza scena w całym filmie to dla mnie finałowy monolog w komisariacie. Nagle z twardziela robi się człowiek kompletnie złamany psychicznie. Kiedy oglądałem to pierwszy raz jako dzieciak, chyba nie do końca rozumiałem o co chodzi. Dopiero po latach widać, jak bardzo ten film mówi o traumie żołnierzy wracających z wojny.
Warto też powiedzieć jedno – ten film jest zaskakująco oszczędny w przemocy. W porównaniu z późniejszymi częściami serii to wręcz kameralna historia. Więcej tu napięcia, polowania w lesie i psychologii niż wielkich eksplozji.
Dlatego dla mnie „Pierwsza krew” to zdecydowanie najlepsza część całej serii. Ma klimat, dobrą historię i bohatera, który jest bardziej tragiczny niż heroiczny.
A do tego zawsze będzie mi się kojarzyć z tamtymi czasami – siedzeniem przed telewizorem, kasetą VHS i uczuciem, że ogląda się coś naprawdę wielkiego. 📼
⭐ Moja ocena: 9/10