Śnieg nigdy nie topnieje
w małżowinach trolli
które świt na wrzosowisku
zamienił w kamienie
rzeki płyną
rozrastają się zbocza mleczy
ale stary lód lśni
w skalnych uszach
przez wieki
Sigurbjörg Þrastardóttir, Epoka Lodowcowa, tłumaczenie Olga Hołownia
Wróciłam, ale niecała.
Okulary przeciwsłoneczne wypadły z kieszeni, przy lodowcu.
Rękawiczka została na wulkanie, czarnym jak ona.
Po niezmierzonej pustce rozbiegłam się na wszystkie strony świata.
Lodowy pancerz serca rozpadł się na milion kawałków...
i pojawił się ogień.
Opadłam zielonym płaszczem na wygasłą kuźnię Hefajstosa
i tysiącem wodospadów spłynęłam do oceanu.
Źdźbła moich włosów splątał wiatr...
a emocje wysypały się ze mnie prawie wszystkie, gdy patrzyłam w niebo i czas było wracać.
Żegnaj, ástin mín.
Jaka dziwna cisza we mnie, jaki spokój.
Ale też wiatr, deszcz, tęcza, słońca trochę i chmur. Piasek czarny pod stopami i ogień tuż pod powierzchnią ziemi.
Mroźna noc z wijącą się wstęgą zorzy, gorąca pieszczota wody ze źródła, kłaniające się, miękkie łany traw.
Rumowiska zastygłej lawy, ślady śmierci, eksplozja życia. Bezkresne przestrzenie kradnące oczy.
Szept deszczu, diamenty na plaży, duszący oddech samego diabła.
Milczenie starego lodu, szmaragdowy dywan wpełzający na zbocze wulkanu.
Wzrok umierających w jaskini trolla mew. Elfy łaskoczące w ucho promykiem słońca.
Mam to, przywiozłam w sobie. Ale słowa zgubiłam... zaniemówiłam, oniemiałam, zapomniałam języka w gębie.
Staram się od tygodnia odzyskać swadę, ale czuję się jak dziecko nowonarodzone, pełne plątaniny odczuć, wrażeń i emocji, których w żaden sposób nie potrafi nazwać i wyartykułować.
Niech się kłębią na razie, niech szaleją. Miłość to, czy zauroczenie - czas pokaże.
Fragment wiersza zaczerpnięty stąd: https://przekroj.pl/kultura/epoka-lodowcowa
Fotki by @wadera