Ja mam kilku "zaprzyjaźnionych" gości spod sklepu. Są wśród nich bezdomni, mieszkający w opuszczonych ruderach. Nie raz zdarzyło mi się kupić jednemu, czy drugiemu bułkę i coś do bułki.
Z drugiej strony jednak rozumiem, że stojąc rano pod sklepem on nie jest głodny. Wiem, że suszy go okrutnie, i za piwo oddałby nerkę, więc dam mu te 2 złote, mimo, ze nie powinienem tego robić.
Do teraz wspominam Rysia, który wołał za mną "aniołeczku - pożycz dwa złote", gdy większość mianowała mnie standardowym "kierownikiem" :)
Rysiu to był fajny chłop. Do południa szło z nim normalnie pogadać. Uprzejmy i mega wesoły. Niestety Rysiu podzielił los swoich kolegów, spożywających w nadmiarze alkohol, jak i inne "wynalazki". Wątroba nie wytrzymała.
W przypadku Arthura, z Twojego postu wygląda na to, że los się do niego w końcu uśmiechnął.
Są instytucje, które powinny się nim zająć, ale najczęściej bezdomni nie chcą systemowej pomocy, i koło się zamyka.
RE: A homeless Arthur [PL][EN]