Dziś mamy dzień pod znakiem umiarkowanego ostrzału, grożenia i obrażania się. Czyli, w zasadzie, sytuacja jest stabilna.
Wczoraj jeden ze statków ewakuowanych z Cieśniny Ormuz w ramach akcji ONZ zgłosił, że został zaatakowany i trafiony - prawdopodobnie dronem. Do zdarzenia doszło w pobliżu wybrzeży Omanu. Oficjalnie nie wiadomo, kto stoi za atakiem, ale Iran powtórzył swoją wczorajszą groźbę i powiedział, że korzystanie z innych tras w Cieśninie Ormuz niż ta, która jest zatwierdzona przez Teheran jest niebezpieczne.
W związku z incydentem cała ewakuacja została czasowo zawieszona.
Irańskie dowództwo informowało dziś o izraelskich myśliwcach lecących w kierunku Iranu "przez przestrzeń niektórych sąsiednich państw". W komunikacie podano - jak zawsze w takich sytuacjach - że Stany Zjednoczone ponoszą pełną odpowiedzialność za wszelką eskalację i to USA powinny "powstrzymywać izraelski reżim". Póki co nie podano żadnych nowych informacji.
Irańskie MSZ wydało oświadczenie w którym ostro potępiło słowa, które wypowiedział Marco Rubio w czasie spotkania z przywódcami państw arabskich Zatoki Perskiej. Rubio mówił m.in. o ciągłym "zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych w bezpieczeństwo amerykańskich partnerów w regionie". Irańskie ministerstwo stwierdziło, że amerykańska obecność w regionie jest wyłącznie obciążeniem dla jego mieszkańców i czynnikiem destabilizującym sytuację.
Mohammad Bagher Qalibaf nieco złośliwie skomentował słowa Trumpa które przewijają się ostatnio w jego postach na Truth Social o tym, że Stany Zjednoczone zamierzają wykorzystać irańskie aktywa do zakupu produktów rolnych w USA i przekazania ich Iranowi, który "desperacko potrzebuje jedzenia". Qalibaf zaprzeczył takim planom i powiedział, że jedyne "płody rolne jakie Ameryka ma do zaoferowania to nieufność, którą zasiewała w Iranie przez całe dekady. Jest organiczna, powszechnie dostępna i wyhodowana domowymi metodami".