Witam, tu wiadomo, kto. Wracam po przerwie wakacyjnej, którą zrobiłem sobie od blogowania (siłą rzeczy, ciężko się bloguje na wczasach, no i człowiek chce odpocząć). Poniższy post nie wnosi nic nowego do debaty o stanie epidemiologicznym. On tylko ujednolica i gruntuje mój stosunek do sytuacji, który znacie, o ile oglądacie moje filmiki od minimum pół roku, ale tu daję potwierdzenie. Nie chcę by moi czytelnicy i widzowie mieli jakieś wątpliwości w tej kwestii. Dodatkową funkcją posta jest to abyście mogli go pokazać osobom, które znacie, które dalej (o dziwo) jeszcze wierzą w tą propagandę. Dla nich będzie to zapewne świeża informacja. Dodatkowo dorzucam kilka poprawek. Chciałbym więc naprostować kilka rzeczy:
- Jestem dumny z tego, że na każdym kroku, gdzie było to dla mnie jasno widoczne, sukcesywnie punktowałem nieudolności rządu w walce z koronawirusem.
- Zauważyłem pewną ciekawą rzecz w zmieniającej się stopniowo retoryce na temat COVID-19. Pamiętacie, jak media jeszcze w lutym straszyły nas kilkoma przypadkami zakażeń na świecie? Pamiętacie, jak krzyczały, że osoby chore na niego najprawdopodobniej umrą? Z czasem mentalna umieralność na kononowicza stanowiła: co drugi. Potem dopiero dowiadywaliśmy się o tym, że właściwie to 3/4 uniknęło śmierci, potem, że ten wirus to jednak taki bezobjawowy u większości, aż do teraz, gdzie na kononkę w statystykach umiera co dziesięciotysięczny i to na dodatek przy niewiarygodnej manipulacji tymi statystykami, gdzie szpitale dostawały (i pewnie dostają dalej) haj$ za wpisywanie COVID w akt zgonu. Okazuje się, że media głównego ścieku są ograniczone w swojej propagandzie i na jaw wychodzi, jak bezczelnie kłamały one pół roku temu, gdy ten wirus pojawił się w Europie. Umieralność na COVID NIGDY nie wynosiła więcej niż 1% - byłoby to niezgodne z rachunkiem prawdopodobieństwa. To nie działa tak, że wirus zabija co drugiego człowieka gdy zakażonych jest kilkadziesiąt osób, a po rozlezieniu się na cały świat daje umieralność na poziomie iluś miejsc po przecinku.
- Od początku wiedziałem i informowałem, że media wyolbrzymiają sytuację i nie pomagają społeczeństwu odpowiednio zabezpieczyć się przet jednak potencjalnie szkodliwą zarazą, a rozporządzenia pokroju zakładania namordnika na twarz (nie musicie, nie róbcie tego) krytykowałem od samego początku w kategoriach: w ten sposób to wirus bez przeszkód się rozpanoszy i dobije, kogo ma dobić. Chciałbym tylko dać malutką kosmetyczną korektę do mojej słusznej retoryki. Brzmi ona następująco: wirus nie zagraża praktycznie nikomu. Wyjątki stanowią osoby z rozwalonym układem immunologicznym. Takie, które umierają na zwykłą sezonową grypę. Kononowicz nie jest niczym nadzwyczajnym w świecie medycyny. Skąd ten update? No, gdyby ten wirus był aż tak niebezpieczny, to przy takich środkach prewencji, jakie zostały podjęte, potykałbym się o trupy na chodniku.
- Jeszcze na początku tej całej akcji w Polsce, zalecałem zakładanie maseczek z odpowiednimi filtrami, lub ciągłe pryskanie sobie środkiem dezynfekującym na namordnik. Nie marnujcie tak pieniędzy, wydajcie je na coś pożytecznego.
PODSUMOWANIE
Nie ma szans by przy takich środkach zapobiegawczych zły i straszny śmiertelny koronawirus pozostawił Polską populację na poziomie 38 MLN. Wniosek? Wirus nie jest taki straszny i nigdy nie był.
CO DALEJ?
Dobra, gadanie to nie wszystko. Należy też działać. Jestem członkiem społeczności Neos, o której będę pisał więcej w jednym z następnych postów. Tam współpracuję z kilkoma ludźmi w zespole zajmującym się tworzeniem plakatów informacyjnych. Będę posiłkować się nimi, aby podać wam na tacy konkretne artykuły, które pozwalają wam chodzić z twarzą wszędzie, gdzie chcecie i pogrozić opornej obsłudze sklepu. Wchodzą tu artykuły z konstytucji oraz jeden z kodeksu wykroczeń. Nie będę jakoś do bólu aktywny, ale postaram się utrzymać jakiś standard. Nie chcę by moja działalność w social mediach ograniczała się tylko do gadania i narzekania o tym, jaka ta władza jest zła. To wszyscy wiemy. Tutaj chcę pokazać też ludziom, jak obronić się przed tą złą władzą. Świadomość sytuacji to nie wszystko, ważne są też działania. No bo jeśli ja coś robię publicznie, to dla publicznego celu. A co z tego, że wszyscy będą wiedzieć, że żyjemy pod okupacją antypolskiej komunistycznej władzy, skoro wyłączą zaraz komputer by wyspać się na jutro rano do pracy w korporacji by zapierniczać na podatki? Opór zawsze wiąże się z określonym konkretnym działaniem. O szczegółach będę więc jeszcze pisał i nagrywał filmy. Tym czasem żegnam. Powodzenia.