Ah, marzenia. Jedni chcą pokoju na świecie, inni wakacji na Bali, a jeszcze inni – butów z samego Adolfa Hitlera. Bo nic tak nie dopełnia jesiennej kolekcji casualowej jak odrobina totalitaryzmu na stopach. Skoro żyjemy w erze personalizacji, czemu nie spersonalizować garderoby surowcem tak unikalnym, że Trybunał w Hadze dostanie dreszczy?
Skupmy się jednak na prawdziwym dramacie. Nie na samym pomyśle, tylko na absolutnym piekle, w jakie wpada biedny szewc.
Rzadki materiał, klej i presja
Wyobraź sobie Janusza z lokalnego zakładu szewskiego. Wczoraj kleił zelówki i skracał obcasy paniusi z korporacji. Dzisiaj na blat wpada zamówienie: „Proszę loafersy z Führera”.
Presja psychiczna przekracza wszelkie normy BHP, bo:
Anatomia (a raczej brak) Luksusu
Bądźmy szczerzy: cała operacja od początku ociera się o logistyczne trudności.
Adolf oficjalnie spłonął w Berlinie w 1945 roku w towarzystwie Ewy Braun przy akompaniamencie skwierczącej benzyny i dziejowej sprawiedliwości. Oryginalny surowiec jest fizycznie nieosiągalny (Choć niektórzy foliarze twierdzą, że można go nadal szukać w Argentynie).
Ale może ktoś ma w garażu DeLoreana na chodzie?
A nawet gdyby – czysto hipotetycznie – materiał jakoś się znalazł, to i tak byłby raczej rozczarowaniem. Hitler w 1945 miał 56 lat, dramatycznie zły stan zdrowia, chroniczny stres, problemy trawienne, drżenie rąk i ogólne zużycie organizmu. Skóra takiego człowieka to nie premium calfskin z młodej, zdrowej krowy. To raczej materiał „używany, z przebiegiem, z historią i z gwarancją problemów”.
Do tego dochodzą naturalne defekty: znamiona, pieprzyki, blizny, ewentualne ślady starzenia i choroby, oraz ślady po zamachach. Szewc musiałby godzinami selekcjonować płat, żeby uniknąć sytuacji, w której klient zauważa na cholewce coś, co wygląda podejrzanie znajomo i zaczyna zadawać niewygodne pytania. Krótko mówiąc – nawet gdyby surowiec istniał, byłby to raczej materiał drugiej, jeśli nie trzeciej kategorii. Lichej jakości skóra z wyraźnymi śladami wieku i złego stanu zdrowia. Nie haute couture. Raczej „vintage z charakterem i śladami po odłamkach dębowego stołu z Wilczego Szańca”.
Dlatego szewc musi przełknąć dumę i przejść na surowce zastępcze.
Skóra bydlęca lub świńska pasuje do tej koncepcji.
Janusz musi teraz spojrzeć w oczy zwykłej, swojskiej świni i powiedzieć: „Słuchaj, dzisiaj zastąpisz głowę Trzeciej Rzeszy, bo po nim zostały właściwie tylko zęby”.
Inkrustacje w butach na zamówienie.
Nice touch... i chyba nie jest to jakaś straszna fanaberia...