Jakim cudem ZDAŁAM?!

Words
685
Reading
4 min
Listen
Play
9y

Dla większości z Was to pewnie żadne cudo, ale dla mnie to prawdziwa historia. Poczytajcie!

Jakieś cztery lata temu postanowiłam zrobić prawo jazdy. Zapisałam się na kurs z Grupona i poszłam na niego. Okazało się, że muszę więc zdawać w ośrodku niezbyt blisko domu, ale z dobrym dojazdem i z domu i z pracy. Pod koniec moich 30 godzin jazd okazało się, że zaszłam w planowaną ciążę. Miałam nadzieję, że moje starania nie pójdą aż tak dobrze i będę miała jeszcze trochę czasu przed zajściem w ciążę by zdać egzaminy. Spróbowałam i raz i drugi i za trzecim razem powiedziałam sobie, że to ostatni raz. Dziecko było na tyle duże by odczuwać już moje emocje, a i pieniądze przydałyby się wtedy gdzieś indziej niż wyrzucając je na kolejne egzaminy.

Później plułam sobie w brodę, że gdybym raz jeszcze podeszła do egzaminu to bym zdała.

Od tego czasu minęły niespełna 4 lata. Syn nieco podrósł, a ja niebawem będę myślała o tym by znów powiększyć rodzinę. Dodatkowo wyczytałam mało optymistyczne zmiany w prawie, które miały wejść od czerwca. Pobladłam i postanowiłam, że gdy tylko otrzymam roczną premię zbieram się by odzyskać mój numer kandydata na kierowcę i muszę znów spróbować. Odłożyłam nieco kasy na ten cel i... poszłam!

Zdziwiłam się, że znów muszę zrobić zdjęcie i jakoś przełknęłam fakt, że miałam minimalny makijaż i że będę wyglądać jak z kryminału na tym zdjęciu, ale co tam? Od tego takie zdjęcia są. Odzyskałam numer i zabrałam się za naukę przepisów. Uznałam, że skoro egzamin teoretyczny zdałam 4 lata wcześniej w maju, a dopiero w czerwcu czy sierpniu wchodziły przepisy dotyczące bezterminowego egzaminu z teorii to dobrze będzie przerobić cały materiał raz jeszcze i... po przerobieniu wszystkiego poszłam się zapisać na egzamin.

Tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie. Pani z uśmiechem spytała kiedy chciałabym zdawać egzamin PRAKTYCZNY. Zaskoczyła mnie, szczególnie, że nie miałam jeszcze marcowego grafika. Wybrałam datę "za dwa tygodnie", czyli... w środę 7.03 o godzinie 9 rano. Prościutko z ośrodka pobiegłam do ośrodka szkoleniowego i jakimś cudem wcisnęłam 10 jazd doszkalających tak, że we wtorek o 16:00 kończyłam wszystkie moje godzinki.

Nie czułam się bardzo silna. Mój instruktor też widział, że nie zawsze mi dobrze idzie i czasem gdzieś się zagapię. Urządziliśmy sobie też małe śledzenie jednego egzaminu i... to nie był egzamin pozytywnie zakończony. To wszystko chyba bardzo mocno zachwiało moją pewnością siebie.

Rano niewiele mogłam zjeść, a mąż był cały zły z jakiegoś durnego powodu. Wmusiłam w siebie jakiś serek i kawę i... udałam się do ośrodka. Nigdy aż tak się nie stresowałam by mnie mdliło. Nigdy nie miałam też problemów z bolącym brzuchem czy innymi sprawami. No cóż... Odczekałam swoje i... wyczytali moje nazwisko.

Zaczęło się całkiem miło. Egzaminator starszej daty, ale dawał spokojnie radę. Łuk poszedł dobrze. Górka też z górki, a potem... jak dał mi po hamulcach bo cały szlaban wyjazdowy z ośrodka się nie otworzył to już w uszach dudniło mi, że to koniec. Dał mi jednak szansę mrucząc pod nosem, że to kompletny brak rozwagi i uwagi i że on tego nie widzi. Każdy kontrowersyjny punkt miałam objeżdżony z instruktorem więc wiedziałam na co zwracać uwagę za każdym poleceniem i... 

Ostatnia prosta do ośrodka była już przede mną. Wiedziałam, że trzeba zwolnić przed przejazdem, ale nie specjalnie się rozejrzałam i... znów uwaga, że powinnam uważniej i wcześniej. Wjechaliśmy do ośrodka i póki nie sięgnął po protokół i nie wpisał magicznego słowa "POZYTYWNY" to nie miałam pewności, czy aby na pewno mi wszystko zaliczy. Obsztorcował mnie jeszcze za ten szlaban i wręczył papier. 

Obdzwoniłam wszystkich i udałam się do domu po pieniądze na dokument. Byłam przeszczęśliwa i całą drogę do urzędu przeszłam piechotą. Ten euforyczny stan się utrzymywał póki nie wyciągnęłam numerka do kasy.

Z urzędu wyszłam po 13. Nie, to nie błąd... do trzech stanowisk czekało 110 osób! Przez te dwie godziny oczekiwania przeanalizowałam moje życie i chęci związane z posiadaniem samochodu. Zaczęłam sobie zadawać egzystencjalne pytania takie jak "czemu nie jestem w ciąży? Byłabym bez kolejki!"

I w ten piękny sposób w ciągu dwóch tygodni, czyli jeszcze przed Wielkanocą mój śliczny i wyczekiwany dokumencik zjawi się w moich rękach.

Uff!

Jakim cudem ZDAŁAM?! | Ecency