Chwilowo pojawił się etap rysowania. Nie wiem jak długo ze mną pobędzie jeszcze.
Na razie mało przebywam z ludźmi, jak przystało na introwertyczkę mieszkającą na obrzeżach miasta i pracującą z domu, więc mało słyszę wypowiadanych zdań. Korzystam z tych zapisanych kiedyś. Ale zdania są już na wyczerpaniu. To znak, że trzeba "wyjść do ludzi", posłuchać nowych zdań i je ukraść. Nie pytam o pozwolenie czy mogę wziąć, więc to chyba kradzież.
Czasem takie zdanie samo się prosi, żeby je zabrać. Właściciel nie za bardzo je docenia, nawet nie zauważa. To biorę. Zapisuję. I zdanie czeka aż dostanie swojego nowego właściciela. Może to taki niepełnowartościowy właściciel, bo trochę odcięty od swojego ciała i z pogmatwaną głową. I tu powinnam napisać... "ale za to..." Tylko, że nie ma już żadnego ale.