Po wyjściu z 'ciupy' przywitał mnie bagienny zapach Seyda Neen. Woń była tak powalająca, że z wrażenia zapomniałem zerknąć w przydział. W ogóle wszystko zapomniałem. Dotarło do mnie, że nic nie pamiętam. Nieźle pochlałem na statku albo dostałem fest po łbie. W każdym razie w drodze do wyjścia z 'ciupy' znalazłem niezły pierścień, taki co leczy. Humor od razu mi się poprawił. Zacząłem rozmawiać z lokalnymi. Trochę sztywno na początku było ale dowiedziałem się paru rzeczy. Na przykład gdzie tu handlują ORAZ (!!!)... nic więcej. Po za tą knajpą gdzie wszystki handel się odbywa i smrodem wiele tu nie znajdę. Poszedłem zatem kupić wytrych bo w 'ciupie' była skrzynka, której zamek nie wyglądał na zbyt trudny (LvL 1). Dziesięć razy go próbowałem 😒
Zabrałem kasę ze skrzynki i flakonik ze stołu. Wychodząc zastanawiałem się dlaczego ja to zrobiłem. Skąd ta nieodparta chęć jak tylko zobaczę jakąś skrzynkę lub ciekawy przedmiot, a w pobliżu nikogo nie ma lub nikt nie patrzy? Zaczynam podejrzewać, że to dlatego znalazłem się na łajbie. Muszę z tym skończyć. Przecież będę BOGATY!
Po wyjściu zagadałem z elfem. Fargoth, bo tak miał na imię po kilku komplementach, zaczął sie zwierzać. Lokalna straż źle się z nim obeszła. Zabrali mu pierścień na wejściu. W trakcie opisu owego pierścienia zacząłem wzrok powoli kierować z stronę swojej lewej dłoni, na palcu której spoczywał jedyny pierścień jaki przyszło mi widzieć w Seyda Neen. W miarę jak opis zbliżał się ku końcowi twarz moja zaczęła coraz bardziej osuwać się ku dołowi. Gdy usłyszałem słowo Leczenie wyglądałem już jakbym zjadł wiadro cytryn. Oboje tak wyglądaliśmy. On z powodu utraty pamiątki rodzinnej ja z powodu utraty znalezione nie kradzione. Z ciężkim sercem oddałem. Nie wiem dlaczego tak poczułem. Znowu to dziwne uczucie. Nieważne. Fargoth rzucił mi się na szyję z podziękowaniami i od razu zostaliśmy przyjaciółmi. Nawet wspomniał o mnie właścicielowi knajpy przez co ceny mi się poprawiły. Od razu poczułem się lepiej 💲😁💲
Posłałem jeszcze kilka komplementów tu i tam przez co zrobiło się luźniej. Na przykład od Eldafire (wysokiej elfki) dowiedziałem się, że jest problem z przemytnikami. Straże to olewają. Natomiast Vodunius Nuccius (Imperial) opowiedział o stracie syna i o tym jak mu się tu nie podoba. Jak bardzo by sie stąd wyniósł gdyby miał sto draków. Pohandlowałem w knajpie i dałem mu tę stówę. Dał mi przeklęty pierścień bo nic innego nie miał. Nieważne, sprzedałem go. W knajpie było sporo ludzi. Tylko jeden przykuł moją uwagę. Na krótko. Nazywał się platfus. Poważnie. W każdym razie napomknął coś o laniu pewnego jegomościa, z którym przegrał chyba w karty albo w kości. Nie dlatego, że przegrał, jak sam tłumaczył, tylko dlatego że tamten mu za mało płaci za ochronę. Olałem gościa.
Seyda Neen wcale nie takie spokojne. Do wieczora handlowałem z właścicielem knajpy. Handelek poszedł tak dobrze, że aż wyszedłem w jego spodniach. Plus osiem stówek w sakiewce. Wsiadam na tego tam robala i lecę do Balmory.
C.D.N.