Bezspoilerowa recenzja "The Suicide Squad"

Words
1314
Reading
6 min
Listen
Play
5y

tss oku.jpg

"The Suicide Squad"... Recenzję tego filmu mogę rozpocząć kilkoma hasłami. Np. James Gunn dostał go wtedy, gdy Disney zesrał się i wyrzucił go za tweety sprzed kilku lat, za które zdążył już przeprosić, bo jakiś debil z prawej lub lewej strony (w sumie nieistotne, cancel culture jest złem w każdej formie), zgłosił jego tweety. Wówczas zadzwonił do niego WarnerBros i zaprosił górą pieniędzy oraz wizją totalnej swobody kreatywnej. To ten film, który w normalnych warunkach miałby szansę na miliard lub większy zarobek, ale WarnerBros, a konkretnie koncern AT&T, który wówczas rządził tą firmą (a później ją porzucił po tym, jak, parafrazując Andrzeja Sapkowskiego, "narobili mnóstwo gówna, a potem uciekli"). To film, który z tego powodu został klapą finansową, zgodnie z decyzją AT&T, TSS trafił do dystrybucji hybrydowej - czyli tego samego dnia był dostępny na torrentach w dowolnej jakości. Co prawda obecnie mamy względną normalność z Covidem, przynajmniej w Europie, ale ludzie przyzwyczaili się do siedzenia w domu. A co za tym idzie, wielu ludzi którzy normalnie poszliby do kina, zdecydowali się go ściągnąć. Ten film to kolejny dowód na to, że marka i względnie dobra opinia są ważne (mogę narzekać ile chcę na Marvela, ale fakty są takie, że osiągnęli sukces, ludzie na świecie ich kochają jak DBZ, "Sailor Moon", "Harry'ego Pottera", "Wiedźmina" u szczytu jego popularności). Z kolei DC wyprodukowało mnóstwo śmieci, smród się za nimi ciągnie - zwłaszcza za "Suicide Squad", który był jednym z największych filmowych gówien ostatnich lat, moim skromnym zdaniem, stoi dumnie obok takich śmieci, jak "Cats". I ok, faktem jest, że zarobił mnóstwo pieniędzy, ale to był jednorazowy strzał. Coś na zasadzie pięknej prostytutki, która kusi nas ładnymi kształtami, zalotnie się uśmiecha, wypowiada kilka zdań kuszącym głosem, ale jak już skorzystamy z jej usług, to pod seksownymi ubraniami widzimy cellulit, z bliska widzimy że to piękno to zasługa głównie makijażu, a same umiejętności są wątpliwej jakości. Przez to rykoszetem dostał również tytuł Jamesa Gunna, a wystarczyło zmienić tytuł filmu na "Task Force X"... Last but not least, to jest ostateczny dowód na to, że wysokobudżetowe kino (pomijając seriale) nie sprawdza się na streamingu. Kina to nadal lwia część zarobku, a streaming i edycje na DVD lub Blu Ray, to jedynie dodatek. Wyjątki to Marvel (ze względu na markę i Premier Access), Netflix którego stać na to, by zainwestować większe pieniądze raz lub dwa razy na rok, by zrobić sobie reklamę w stylu "Patrzcie, u nas też jest ambitne kino, nie tylko seriale i średnie filmy na niedzielnego kaca" oraz Amazon - bo mają dużo pieniędzy i traktują to jak promocje.

t1.jpg

t2.jpg

Mimo, że najnowsza produkcja Jamesa Gunna była dobrze oceniana i jest lepszym filmem od wielu produkcji Marvela, to osiągnęła fatalny wynik finansowy. Na ten moment, czyli 6 września, film zarobił 162 i pół miliona dolarów (przy budżecie około 185). Przyjęło się, że żeby film wyszedł na zero (czyli nie stracił pieniędzy), to musi zarobić dwa razy tyle - czyli w tym przypadku 400-420 milionów. Można tu winić słabą promocję, ale głównymi winowajcami są IMO torrenty oraz pamięć po 1 części. No właśnie, 1 części - tę produkcję można traktować jako kontynuację ze względu na kilku tych samych aktorów i postacie (Rick Flag, Amanda Waller, Harley Quinn, Captain Boomerang), a jednocześnie jako tzw. "soft-reboot", czyli mamy kilka znajomych elementów, nie zaprzeczamy poprzedniej części, ale też nie odwołujemy się do nich (jak np. "Bumblebee" względem wcześniejszych "Transformers"). Możemy go swobodnie traktować jako to lub to, w zależności od naszych potrzeb (choć patrząc z mojej perspektywy, czyli osoby która ma pewne doświadczenie w tych kwestiach - technicznie jest to soft-reboot, a nie kontynuacja).

t3.jpg

t4.jpg

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana - istnieje tajna rządowa agencja, której zadaniem jest realizowanie nieoficjalnych misji, które nigdy nie mogą wypłynąć na światło dzienne. Są to przestępcy z wieloletnimi wyrokami, którym oferuje się deal - jeśli weźmiecie udział w misji i przeżyjecie, to skracamy Wasz wyrok o 10-15 lat. Wiecie, wysyłamy służby specjalne, które mają zrobić porządek (czyt. wymordować wszystkich świadków oraz zniszczyć wszystkie dowody), a mediom nie mówimy nic, a jeśli już sprawa wyjdzie na jaw - to stosujemy propagandę, zapraszamy pożytecznych idiotów do telewizji, by ci uspokoili część ludzi, generalnie kłamiemy i udajemy, że sytuacja która miała miejsce, wcale nie miała miejsca. Film opowiada o jednej z takich misji - rząd USA chce zniszczyć projekt Starfish. Szczegóły sobie daruję, bo nie chcę Wam popsuć wrażeń. Powiem tylko tyle, że film zadebiutował w odpowiednim momencie i stanowi rewelacyjny komentarz polityczny. Jak widzimy w mediach, obecnie w Afganistanie dzieją się straszne rzeczy. Zwykli mieszkańcy oraz ludzie, którzy współpracowali z rządem USA (lub zwalczającym Talibów, czyli w sumie wychodzi na to samo), uciekają ze swojego ojczystego kraju, bo wiedzą co ich może czekać, jak Talibowie przejmą władzę (rozstrzelanie całej rodziny, zaczynając od dzieci, a kończąc na ich rodzicach, to tak naprawdę akt łaski - wiem, bo widziałem filmy z egzekucji Arabskich terrorystów). Amerykanie uciekli z dnia na dzień, zostawiając za sobą zgliszcza - jak w Wietnamie, czy w sytuacji gdy pozostawiono Kurdów na niełaskę Sułtana Turcji Erdogana. TSS nie odnosi się bezpośrednio do żadnych z tych sytuacji, ale dostaliśmy kilka wspólnych elementów. Poza tym, to dobry film pokazujący ludzi z ich traumami - coś jak GotG, ale dojrzalej i mocniej, ze względu na kategorię wiekową +18.

t5.jpg

t6.jpg

t7.jpg

Jeśli chodzi o postacie, to widzieliśmy mnóstwo z nich w zapowiedziach i zgodnie z tym, co mówiłem przed premierą - większość z nich umiera. Nie będę spoilerował jak i kiedy, ale James Gunn zrobił to naprawdę sprytnie i mądrze. A nie, jednak muszę napisać kilka spoilerów, bo ten akapit byłby króciutki. Zatem głównymi bohaterami są: Amanda Waller, Bloodsport, King Shark, Harley Quinn, Peacemaker, Polka Dot Man, Rick Flag i Rat Catcher. Bloodsport i Peacemaker to brutalni najemnicy, w rękach których, wszystko może stać się zabójczą bronią. Amanda Waller to kobieta z gigantycznymi cojones, która jest podobno jednym z największych skurwysynów w uniwersum DC (i po tym filmie oraz animowanej wersji "Suicide Squad", wierzę na słowo!). King Shark to taki Hulk, tylko w wersji rekina o mentalności dziecka, któremu użycza głosu Sylvester Stallone (i ta rola jest tak doskonała, że Groot, czy Hulk są przy nim słabi. Wraz z dziewczyną śmialiśmy się jak dzieci za każdym razem, gdy się odzywał). Rick Flag to zwykły komandos, Harley nie muszę nikomu przedstawiać. Polka Dot Man i Rat Catcher to mało znane postacie i miałem wobec nich wątpliwości, ale James Gunn pokazał ich zaskakująco dobrze. Szczury potrafią być naprawdę niebezpieczne i przydatne (np. przy niszczeniu kamer, nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że potrafią się przegryźć przez wszystko, co było wykorzystywane podczas średniowiecznych tortur - polecam poczytać o gorącym wiadrze), zaś PDM pokazuje, że pozory mylą i człowiek z teoretycznie beznadziejnym wyglądem, może być śmiertelnie niebezpieczny.

T8.jpg

Reasumując, film jest dobry. Nie powiedziałbym, że jest bardzo dobry, ale na pewno wybija się ponad to, co daje nam od wielu lat Marvel - powtarzalne filmy, które są do siebie bardzo podobne i tworzone wedle jednego, wcześniej ustalonego wzoru, jak burgery w McDonaldzie. Podobała mi się brutalność, krew, kreatywne mordowanie ludzi - nie wszyscy umieją to pokazać i jak pisałem kilkukrotnie, czasem lepiej jest zrobić film w PG-13, bo to zmusza twórców do kreatywnego podejścia, by uniknąć cenzury (i czasem to wychodzi na lepsze, bo scena obdarta z brutalnej otoczki, miewa mocniejszy wydźwięk). Do tego jednak potrzeba utalentowanego reżysera, który wie, jak się z tym bawić + umie wykorzystać potencjał tkwiący w kategorii wiekowej +18. Wbrew pozorom to nie jest takie łatwe, bo większość twórców idzie na łatwiznę i traktuje kategorię R wyłącznie jako okazję do pokazania krwi, flaków oraz wrzucenia do scenariusza kilkanaście wulgaryzmów. James Gunn natomiast tworzył przez lata tanie filmy, ma odpowiednią wyobraźnie, więc dla niego to taki plac zabaw. Tak jak dla nas, widzów lubiących oglądać takie festiwal gore. Oceniam ten film na mocne 8/10 i już się nie mogę doczekać na serial o Peacemakerze. Po tym, co zobaczyłem w tym filmie, mam bardzo duże oczekiwania!

Bezspoilerowa recenzja "The Suicide Squad" | Ecency