Czasami omija się miejsca, obok których przechodzi się wielokrotnie, i gdy w końcu się tam trafi, trudno pojąć dlaczego nie stało się to wcześniej. W przypadku muzeów pierwszym progiem jest ich nazwa. Jeżeli dotyczy wąskiej dziedziny, interesującej dla nielicznych, mała szansa że zachęci do wejścia osoby nimi nie zainteresowane. Myślę, że trochę tak może być w przypadku Muzeum Ordynariatu Polowego na Długiej w Warszawie.
W rzeczywistości to jedno z najciekawszych muzeów historycznych w Warszawie, położone w miejscu szczególnym. Tuż obok włazu do kanałów, którym ewakuowano się ze Starego Miasta w czasie Powstania Warszawskiego. Ekspozycje historyczne grzeszą na ogół zbytnią chęcią pouczania. Poza tym ich twórcy często nie dysponują autentycznymi pamiątkami i zastępują je zdjęciami lub replikami a czasem nie doceniają autentycznych zabytków. Tu jest inaczej. Możemy zobaczyć to zabytki niezwykle takie jak brewiarz księdza Skorupki, kamizelkę generała Pattona czy obrazek Matki Boskiej z czasów konfederacji barskiej. Takie zabytki autentycznie łączą nas z historycznymi wydarzeniami i ich uczestnikami. A trzeba by wymienić wiele innych, nie tylko materialnych zabytków, ale także wstrząsające nagranie z procesu kapelana oddziału partyzanckiego skazanego za to po 1945 na śmierć. Słuchanie jego głosu i głosu sędziego, który go skazał jest nie dającym się zapomnieć przeżyciem.