Jutro ostatni dzień wystawy Łempickiej w Konstancinie. Dawno nie byłem w tym muzeum. Zaskoczyło mnie sporo zmian, no i rozmach z jakim niewielkie, prywatne muzeum zabrało się za wystawę jednej z najbardziej rozpoznawalnych artystek w dziejach światowej sztuki.
Największą zaletą tej wystawy było to, że pokazywała Łempicką mniej znaną, albo całkiem nieznaną. Zabrakło na wystawie jej najbardziej znanych dzieł, które mogliśmy oglądać w Krakowie, ale dzięki temu można było zobaczyć prace, które w ogóle z Łempicką nie kojarzą się większości wielbicieli jej sztuki. Były wczesne obrazy kubistyczne i późne abstrakcje, pokazujące że interesowało ją nie tylko tworzenie olśniewających kobiecych wizerunków, które stały się ikonami Art Deco.
Nie zabrakło na wystawie pamiątek po Łempickiej i nawet części jej garderoby.
Nie brakowało mi bynajmniej dzieł, które uczyniły Łempicką sławną. Widziałem je już wcześniej na innych wystawach. A tu można było zobaczyć prace nie mniej interesujące, doskonale martwe natury i portrety.
Nie zależy mi zwykle na „artystycznych” aranżacjach wystaw, ale dla większości zwiedzających to ważne. Tu też starano się bardzo pozostać w stylu epoki. Świetnie w towarzystwie prac Łempickiej prezentowały się meble w stylu Art Deco i rzeźby Lambert-Ruckiego.
Znalazło się nawet jedno Wnętrze pracowni. Czyżby wpływ Boznańskiej, której obrazy na pewno znała.