Chyba już kiedyś pisałem, że dzięki grze Soviet City, do której robiłem muzykę, całkiem sporą grupę moich słuchaczy stanowią Włosi. De facto największą po Polakach. Dziś jeden z nich odezwał się do mnie na Instagramie. Wywiązała się rozmowa. I korzystając z okazji zapytałem go o sytuację we Włoszech. Okazało się, że mieszka w Bergamo, czyli w epicentrum pandemii. Na pytanie, co sądzi o teoriach, że wirusa nie ma odpisał:
Delfiny wróciły do pustych włoskich portów, króliki pojawiły się na placach zabaw w Mediolanie, ryby wróciły do kanału w Wenecji, który się oczyścił, a mój dziadek niestety umiera na koronawirusa, no i nawet nie będę mógł wziąć udziału w jego pogrzebie, bo jest totalna kwarantanna, jak w Chinach.
Kraków. Dziwna kolejka do poczty.
PS. Jak na razie jedyną osobą z koronawirusem jaką znam osobiście jest @darties. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Wczoraj wrzucił on na Steema film (przeprowadzki na Hive pewno nie zauważył), w którym opowiada o swojej chorobie.