Otwarte po strzelaninie

Words
288
Reading
2 min
6m
Listen to this post
~2 min

Szanse bym znalazł się wczoraj na rogu Sławkowskiej i Szczepańskiej, gdzie szaleniec zaczął strzelać do ludzi były spore. Raz, że Aga była w Rzeszowie, więc miałem czas, dwa, że była sobota, a trzy - że do Biedronki na Rynku zwykle chodzę przed dyżurem, czyli koło 15.00. Kilka zbiegów okoliczności zadecydowało jednak o tym, że nigdzie nie poszedłem. Nie ma w tym jednak nic wyjątkowego, bo krakowski Rynek to w zasadzie takie miejsce, gdzie każdy mieszkaniec tego miasta mógł wczoraj być. Powstaje więc pytanie: czy w tej swoistej wspólnocie lęków lepiej być ze sobą razem czy z dala od siebie?

W sumie to nie przyszłoby mi do głowy, by je zadać, bo odpowiedź wydaje się mi oczywista, ale zauważyłem, że po ataku (ale gdy już wiadomo było, że sprawca został złapany i policja wydała odpowiedni komunikat) wiele instytucji krakowskich ogłosiło zamknięcie. I nie powiem, by mnie to zdziwiło, ale mimo wszystko daje do myślenia w kontekście miejsc trzecich. Tych przecież nie powinno się zamykać w kryzysowych sytuacjach. Wręcz przeciwnie, bo to wtedy najbardziej mogą spełnić swoją rolę, czyli przyjąć ludzi i pozwolić się im wygadać, przeanalizować sytuację i jeśli to konieczne znaleźć rozwiązanie problemów. Moim zdaniem jest to stokroć lepsze niż siedzenie w domu i przeglądanie Internetu.

Pod tym względem wczorajszy dzień nieco przypominał mi 24 lutego 2022 roku. Ludzi było więcej niż w dniu inwazji Rosji na Ukrainę, ale mimo wszystko poniżej obecnej normy. Co ciekawe Andrii myślał wczoraj, że w ogóle nikogo nie będzie, bo w autobusie były pustki. I tu kolejna refleksja: skoro do miejsc trzecich trzeba jechać autobusem, to coś jest nie tak. One powinny być w sąsiedztwie, w promieniu krótkiego spaceru. Choćby dlatego, by w takich sytuacjach można było łatwo przyjść i porozmawiać ze znajomymi.

Otwarte po strzelaninie | Ecency