Dokładnie tydzień temu zamówiłem w Księgarni Pod Globusem karty do skata. Jeszcze tego samego dnia poszedłem je odebrać. Okazało się, że nie mają ich na miejscu, tylko gdzieś w magazynie i trzeba czekać. Dziś przyszedł mail, że można je odebrać.
Tymczasem w Bonito kupiłem karty w poniedziałek wieczorem (tydzień temu) i we wtorek już mogłem grać w Briszkota. Zresztą dobrze zrobiłem, bo te z "Pod Globusem" okazały się być niemieckiego wzoru, czyli zdecydowanie brzydsze.
Droga do KBK była dziś o wiele dłuższa niż zwykle, bo oprócz odebrania kart z Pod Globusem poszedłem też do sklepu z grami na Lubomirskiego, aby kupić kilka talii polskich, czyli z wzorami kart autorstwa Franciszka Bunscha.
W Królestwie Bez Kresu zrobiłem sobie yerba mate, którą przyniósł . Biało-czerwony kolor opakowania Amandy nie jest przypadkowy, otóż argentyńską plantację, z której pochodzi to ziele założył Polak, Jan Szychowski.
Smak amandy i karty do Skata przypomniały mi dzieciństwo na Śląsku. Zwłaszcza popołudnia u dziadka, który grał z karty i palił Klubowe. A tak się składa, że Amanda pachnie zupełnie jak Klubowe.
Wieczorem zjawił się , który przejął wartę na ponad godzinę. W tym czasie ja z
'em pojechaliśmy odebrać książki do dwóch punktów. Pierwszą partię odebraliśmy od kolegi Grześka, drugą od Gabrieli. Łącznie 59 egzemplarzy.
Na koniec dnia zagraliśmy z Grześkiem w Briszkota. Najpierw niemieckimi kartami, a potem polskimi. Muszę w końcu ogłosić konkurs na nazwę, bo już ludzie sami zapowiadają się, że wpadną "pograć w Briszkota", a jak nazwa się utrwali to będzie trudno zmienić.
Na ostatnim zdjęciu Grzesiek utrwalił ostatnie cztery karty, jakie miał na ręce. Sytuacja dość nietypowa (dotąd niespotykana) - miał bowiem aż 4 cywili (niżników). Zachować udało mu się tylko "gruna".
BTW, Briszkot jest w KBK od niespełna tygodnia, a mam wrażenie, że gramy w niego miesiącami...
PS. Polska wyprzedana. Teraz już tylko Dania na wynos.