Pierwszą odsłonę spektaklu mamy za sobą, wyniki nie zaskakują jakoś specjalnie. Chciałbym podzielić się szeregiem obserwacji dotyczących elektoratu poszczególnych kandydatów i wyborów w ogóle. Są to raczej opsisy tendnecji niż jednostkowych przypadków, także niezależnie od upodobań, proszę nie brać tego do siebie zbyt osobiście.
Zasadniczo, Polacy, to takie zwierzęta, które potrzebują czuć but na karku, czy ten but jest twardym faszystowskim glanem, czy eleganckim, błyszczącym pantoflem to niewielka różnica. Być może wynika to z bolesnej części naszej narodowej historii, a demokracja jest dla nas Polaków systemem obcym, ale 86% wyborców głosujących na zawodowych polityków to przytłaczająca większość.
Krzysztoł Hołowczyc Szymon Hołownia był obietnicą pewnego powiewu świeżości, zanim władza i tak nieuchronnie wpłynęłąby na strukturę jego mózgu (wystarczy spojrzeć co stało się z Kukizem...) Jako jedyny kandydat miał pewną szansę na podejmowanie decyzji niepodyktowanych politycznymi kalkulacjami. Warto zwrócić też uwagę na fakt, że Hołownia miał największe szanse w drugiej turze przeciw PAD. Jest małe prawdopodobieństwo, że Trzaskowski przejmie chociaż część elektoratu faszystowskiego.
Pierwsze miejsce PAD w żadnym stopniu nie jest zaskoczeniem, podobnie, jak w poprzednich wyborach jest to raczej wskaźnik niezadowolenia ludzi latami neoliberalnych rządów, przegrani tamtych lat w końcu mają okazję się zemścić i z ulgą to robią. Głosy krytyki wobec ludzi "dających się nabrać na 500+" ze strony uprzywilejowanych, wykształconych z dużych miast są tyleż nieskuteczne, co niestosowne. Lata pomijania i spychania na margines dużej części społeczeństwa właśnie odbijają się nam czkawką.
Elektorat PAD przymknie oko na każde skurwysyństwo obecnej władzy, tak długo, jak "ich jest na wierzchu". Kaczyści wyczuli pismo nosem i będą konsekwentnie demolować demokrację i betonować status quo, tak długo, aż skutki życia w państwie policyjnym uderzą w ich własnych wyborców. Postrzegam to jako element szerszego trendu demontażu aparatu państwowego, o czym będę pisał jeszcze w dalszej części.
Wynik faszysty (tak trzeba otwarcie mówić o tym zjawisku) to indykator odsetka ludzi tak bardzo niezadowolonych z otaczającego ich świata, że są gotowi go zniszczyć. Ludzie wściekli albo pogrążeni w tak głębokiej depresji, że są gotowi przymknąć oko na propagowanie jawnej nienawiści i autorytaryzm, tylko po to, aby wrócić do tego co znane z przeszłości i wydaje się bezpieczne. Faszyści dzielą się tu na tych bardziej liberalnych gospodarczo (popłuczyny korwinowców) i tych brunatnych. W drugiej turze wyborów to w dużej mierze od nich będzie zależał wynik. No chyba, że elektorat progresywny jakimś cudem się zmobilizuje.
Jest to też wybór ludzi na dorobku, świeżo upieczonej klasy średniej, której największym koszmarem jest powrót do biedy, gotowi więc są umacniać podziały klasowe i szczuć na biedotę, po to tylko, aby umocnić iluzję swojej wyższości w hierarchi społecznej. Narracje rodem z XIX wieku, stare odpowiedzi na nowe pytania, kult siły i jednostki, dominacja białych heteroseksualnych mężczyzn, najtańszy możliwy populizm. Już wiemy do czego to prowadzi.
Na skompromitowanego politycznie Biedronia głosowali chyba tylko najbardziej oddani sercem i zaangażowni ideologicznie lewicowcy. Lewica, po raz kolejny nie była w stanie sformuować na tyle atrakcyjnego przekazu, aby przyciągnąć wyborców, a międzypartyjne rozgrywki doprowadziły do wystawienia w wyborach oszusta i liberała.
Kosiniak-Kamysz dostał głosy od rodziny i członków PSLu, a Żółtek miałby dużo lepszy wynik, gdyby głosować mogli również obywatele bez meldunku :D
Pozostają jeszcze niegłosujący. Jak zwykle, w tych wyborach nie było dobrego kandydata, jeśli kiedyś wystartuję w wyborach, to będę dla siebie dobrym kondydatem. W innej sytuacji, zawsze wybieramy mniejsze zło. Pomijam tutaj jednostki ideologicznie opętane, które gotowe są wywiesić sobie baner z ich wyborem na czole, albo na tyle zakłamane, że otwarcie szafują "patriotyzmem" bądź "gospodarką", aby popierać realizowanie swoich partykularnych interesów.
Witamy w polityce, to jest brudne szambo, a system sam w sobie promuje skurwieli i miernoty na wysokie stanowiska. Czy rozwiązaniem jest więc odstąpić i wybrać świadomy bojkot? To zależy. Czy żyjesz poza systemem i świadomie starasz się budować świat alternatywny wobec obecnego? Jeśli tak, to w moim odczuciu daje to moralne zwolnienie od obowiązku powstrzymania większego zła, przez mniejsze zło.
Wbrew obiegowej opinii, mamy pięciopodział władzy, poza władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, jest jeszcze władza medialna i finansowa, które znajdują się w prywatnych rękach. Wraz z postępem globalizacji i akumulacją kapitału obserwujemy relatywne osłabienie trzech pierwszych sektorów, na rzecz dwóch ostatnich. W związku z tym, coraz mniejsze znaczenie zaczynają mieć głosy oddawane w wyborach, a coraz bardziej liczą się nasze codziennie wybory.
Którym korporacjom płacimy pieniądze?
Gdzie spędzamy czas on-line?
Którym mediom poświęcamy uwagę?
I w końcu.
Wewnątrz jakiego systemu finansowego decydujemy się operować?