Mniej więcej tydzień temu wrzucałem relację ze spaceru po Lasach Murckowskich zorganizowanego przez stowarzyszenie Drzewa Pomnikowe Katowic. Spacer miał na celu promocję ochrony drzew jeszcze niechronionych, nic dziwnego więc, że teren rezerwatu nie był wtedy przedmiotem jakiegoś specjalnego skupienia. Przemknęliśmy tylko wzdłuż jego granicy. Zaciekawiły mnie też wspomniane wtedy przez kogoś stare buki przy Mysłowickiej dzielnicy Wesoła zlokalizowanej po sąsiedzku.
Zaczynam wierzyć, że nie ma złej pogody. Jest tylko nieodpowiedni strój. Mimo, że po drodze na parking przy lesie wycieraczki zasuwały ze wcale nienajniższą prędkością to ochoczo ruszyłem w las dziarskim krokiem.
Jeszcze przed dotarciem do granic rezerwatu wypatrzyłem na drzewię żółciaka siarkowego. Ten charakterystyczny grzyb, zwany czasem leśnym kurczakiem, staje się coraz bardziej popularny, a o tej porze roku jest jednym z nielicznych jadalnych. Nie miałem gdzie go spakować, został więc na drzewie.
Rezerwat Las Murckowski został utworzony już w latach 50. XX wieku w celu zachowania fragmentu lasu o cechach naturalnych, położonego w sąsiedztwie aglomeracji przemysłowej. Na jego terenie obserwować można naturalne procesy odnowy lasu. Jest to las będący pozostałością Puszczy Śląskiej i jego wiek ocenia się na mniej więcej 150lat.
Las bukowy to chyba mój ulubiony typ lasu. Przestronny, widny, spokojny, sprawiający wrażenie uporządkowanego, a mimo to mocno tajemniczy. Zawarte w opadłych lisciach alkaloidy skutecznie zatruwają glebę i uniemożliwiają wzrost innym roślinom pod koronami. Szczelne zacienienie dopełnia dzieła. Sytuacja ta zmienia się, kiedy któreś z drzew padnie martwe.
Małe polanki zaczynają tętnić życiem, a młode buczki szybko rosną walcząc o każdy promień światła. Ten moment jest kluczowy i tylko jedna najsprawniejsza roślina zajmie miejsce swojej poprzedniczki. Sytuację dodatkowo utrudnia fakt, że młodzi adepci podgryzani są przez zwierzynę. Presję czuje się w powietrzu.
W ciągu całego swojego życia, w paroletnich cyklach, buk zrzuca około miliona orzeszków i tylko jeden z nich ma szansę stać się dorosłym drzewem. Jakaż odmienna strategia rozrodu od naszej ludzkiej.
Po przejściu dwóch ścieżek w rezerwacie skierowałem się na wschód, parę minut później natknąłem się na stawy, które niespodziewanie rozpoznałem. W czasach licealnych brałem w tej okolicy udział w marszu na orientację.
Wkrótce też, zupełnym przypadkiem, dotarłem do buków, o których słyszałem. Tak mi się wydaje. Wtedy też zaczęło się rozpogadzać. Bardzo dobrze mi się chodziło, postanowiłem więc skierować się na południe, tak żeby wyjść z lasu gdzieś w Tychach.
Po drodze spotkałem kilka przejawów nieodpowiedzialnej gospodarki prowadzonej przez Lasy Państwowe. Zaorany teren pod młodnik, ślady wycinki pięknych, wiekowych drzew i pozostawianie pojedynczych sosen, tylko po to, aby drewno uzyskało certyfikację. Pojedyncze drzewo i tak zostanie powalone.
Podziwiałem też piękne, podmokłe łąki, potężny pomnikowy dąb Tadeusz i specyficznie zrośnięte drzewo nazwane drzewem baletnicą.
To są zupełnie inne lasy niż pozostałe lasy Katowic. Wolne od wszędobylskiej infrastruktury, większe, ciche i pozwalające na bliższy kontakt z naturą. Dużo częściej spotkać można tam też dziką zwierzynę.
W Tychach wyszedłem już po zmroku, jeszcze tylko 2km przez dzielnicę domków jednorodzinnych i chwila na przystanku. Szczęśliwie autobus dowiózł mnie tuż pod parking gdzie zostawiłem auto.
Wiedziałem, że 42tyś kroków może mi nie wystarczyć, żeby przebić mojego wczorajszego oponenta w fazie grupowej @macfit. Po przebraniu ubrań udałem się jeszcze zobaczyć co słychać u mojej dynii. Z dwóch ostała się jedna. Do domu wróciłem tuż po północy. Zasnąłem od razu.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io