Wydaje mi się, że coraz bardziej przestajemy rozumieć Papieża Franciszka. Zwłaszcza coraz większy problem ze zrozumieniem Jego działań mają hierarchowie Kościoła oraz księża, którzy wypaczają przesłanie Ojca Świętego. Jako przykład chcę podać książkę napisaną przez włoskiego dziennikarza pana Antonio Soccipt pt. "Czy to naprawdę Franciszek? Kościół w czasach zamętu". Autor otwarcie zastanawia się nad tym czy wybór kard. Bergolio jest kanoniczny i przytacza swoje rozważania na ten temat.
Jednak czy oby to słuszna droga? Czy naprawdę takie zabiegi mają na celu zjednoczenie Kościoła i ludzi wierzących? Wydaje mi się, że zgodnie z biblijnym zaleceniem: "po owocach ich poznacie" wydaje mi się, że owocem takiego działania jest: zamęt, brak przejrzystości, podejrzliwość, strach, spisek. Czy właśnie takich owoców pragniemy w naszym Kościele.
Niewątpliwym faktem jest, że Papież Franciszek wychowywał i wzrastał w odmiennej kulturze niż my europejczycy. Bieda, slamsy, problemy zwykłych ludzi są mu zdecydowanie bliższe aniżeli "odwiecznym" pracownikom watykańskich dykasterii, którzy ludzi widzą tylko za swoich kuloodpornych szyb w apartamentach. Może to właśnie tu leży problem. Nie rozumiemy Papieża Franciszka bo przestajemy rozumieć "zwykłego" człowieka. Człowieka, który boryka się ze swoją słabością, człowieka czasem zagubionego, człowieka szukającego wyciągniętej ręki.