Już wcześniej obiecałem córce, że wczoraj odwieziemy ją do Brukseli. Niestety nie doprecyzowałem z moimi paniami konkretnej godziny wyjazdu, przez co przez pół dnia czekałem niczym Pablo Escobar na słynnym memie z ławeczką, aż wreszcie padnie hasło do zbiórki. Po cichu liczyłem, że przy okazji uda się wyskoczyć chociaż na krótki spacer po stolicy, jednak dziewczyny zebrały się dopiero późnym popołudniem. Gdy dotarliśmy na miejsce, zegarek wskazywał już po 19:00 i musieliśmy niemal z marszu ruszać w drogę powrotną. I tyle wyszło z moich wczorajszych planów na jakąkolwiek aktywność.
[ENG] I had promised beforehand that we would drive our daughter back to Brussels yesterday. Unfortunately, I failed to nail down an exact departure time with my wife and daughter, leaving me waiting around all afternoon like the iconic Pablo Escobar bench meme, just twiddling my thumbs until summoned. I had quietly hoped to squeeze in at least a brisk walk through Brussels, but the ladies didn't get their act together until late afternoon. By the time we pulled up, it was already past 7:00 PM, leaving us no choice but to turn right back around. And that was the grand total of my physical activity for the day.
Dziś z kolei byliśmy umówieni ze znajomym na późny lunch, więc zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by jeszcze przed wyjściem wygospodarować okienko na wybieganie. Misja zakończyła się pełnym sukcesem – na dodatek miałem sporo szczęścia, bo idealnie wstrzeliłem się w przerwę między opadami; dosłownie chwilę po tym, jak przekroczyłem próg domu, z nieba lunął deszcz. Choć organizm po wczorajszym bezruchu domagał się ruchu, biegło mi się dziś wyjątkowo ciężko. Swoje zrobił pewnie profil trasy: już na samym początku zaatakowałem stromy podbieg w okolicach cmentarza, a kawałek dalej dołożyłem kolejny. Mimo ciężkich nóg zrealizowałem założony plan – do 6 kilometrów spokojnego biegu dorzuciłem jeszcze jeden gratisowy kilometr od siebie.
[ENG] Today we had a late lunch lined up with a buddy, so I did everything in my power to carve out a window for an easy jog beforehand. It worked like a charm, and luck was firmly on my side—I threaded the needle with the weather, beating the rain by mere minutes before the skies opened up right after I walked through the door. Even though my body was craving movement, the run felt surprisingly heavy. That sluggishness was likely courtesy of the elevation profile: right out of the gate, I tackled a punchy climb up past the cemetery, quickly followed by another grind shortly after. Despite the leaden legs, I locked down today's prescribed 6-kilometer easy run and tacked on an extra bonus kilometer for good measure.