I znów w Belgii! Sobotę w całości poświęciliśmy na pożegnalne spotkania z rodziną, odwiedzenie grobów bliskich na cmentarzach, ostatnie sprawunki i mozolne upychanie bagaży. Niedziela upłynęła nam z kolei na całodziennym maratonie za kółkiem przez pół Europy. Pozytywnie zaskoczył nas ruch na trasie: obawiałem się, że w Polsce z uwagi na Wszystkich Świętych drogi będą kompletnie zakorkowane, tymczasem do granicy w Kołbaskowie dotarliśmy wyjątkowo sprawnie. Oczywiście tuż przed granicą zalałem bak pod korek – różnica w cenach paliw jest kolosalna. W Polsce płaciłem 8,15 zł za litr (czyli około 1,86 euro), podczas gdy na mojej stałej stacji w Belgii olej napędowy dobija do 2,34 euro. Przejazd przez Niemcy okazał się znacznie bardziej wyczerpujący – nieustanny, gęsty potok aut i konieczność utrzymywania maksymalnej koncentracji dały się we znaki, ale szczęśliwie zameldowaliśmy się pod domem jeszcze przed północą.
[ENG] Back in Belgium! Saturday was fully devoted to parting visits with family, paying our respects at family graves for All Saints' Day, last-minute grocery runs, and tetris-packing the car. Sunday, meanwhile, turned into an all-day driving marathon carving across half of Europe. Traffic conditions proved to be a pleasant surprise: I had braced for massive holiday congestion across Poland due to the November 1st holiday rush, but we made remarkably smooth time all the way to the border crossing at Kołbaskowo. Naturally, I topped off the tank right before crossing—the fuel price gap is staggering. Diesel set me back 8.15 PLN per liter in Poland (roughly €1.86), compared to the eye-watering €2.34 per liter at my regular pump back home in Belgium. The German stretch was far more grueling; dense, bumper-to-bumper traffic demanded relentless focus, but we managed to roll into our driveway just before midnight.
Dzień po tak forsownej podróży tradycyjnie przeznaczam na regenerację. Choć przeszła mi przez myśl ochota na biegowy rozruch, klasyczna belgijska szarówka za oknem szybko ostudziła mój zapał. Zamiast tego zakasałem rękawy i zabrałem się za montaż regału do spiżarni, który czekał w kartonie od dobrych kilku tygodni. Chciałem wykazać się inicjatywą i zrobić dobry uczynek, tymczasem okazało się, że żona zupełnie nie miała dziś nastroju na wielkie przemeblowanie i przekładanie słoików ze starych półek na nowe. Sytuacja nie pozostawiała jej jednak wyboru – a to, co przy okazji musiałem wysłuchać na swój temat, to już moje!
[ENG] As is customary after such an epic road trip, I dedicated today to unwinding. I briefly toyed with the idea of lacing up for a shakeout run, but the dismal Belgian drizzle promptly snuffed out that spark. Instead, I channeled my energy into assembling a pantry shelving unit that had been languishing in a flat-pack box for weeks. I naively thought I was scoring husband points with a good deed, only to realize my wife had zero appetite for a spontaneous overhaul—migrating provisions from the old cupboards to the new shelves was the last thing on her agenda today. With the new unit standing assembled, she had little choice in the matter, though I certainly caught an earful for my unprompted initiative!