Bogactwo to zobowiązanie

bazan(56)
Published in
#polish
Words
675
Reading
3 min
Listen
Play
6y

Znacie jakiegoś milionera lub miliardera? Wiecie gdzie mieszka, jak żyje, znacie jego rodzinę? W życiorysach ludzi robiących kariery i zarabiających duże pieniądze bardzo często występuje moment zerwania z przeszłością, z korzeniami, z miejscem urodzenia. Jest to część pogoni za statusem, elitaryzmem, bardzo często przybierająca skrajne formy snobizmu czy nawet ojkofobii. Bogactwo dzisiaj znacząco różni się od tego historycznego, od tego jaki znali i zapamiętali nasi przodkowie.

Szybki i namacalny sukces jest najbardziej niszczący. Jeżeli ktoś budował biznes przez 40 lat, rzadziej skłonny jest do tak negatywnego nastawienia do otaczającego go świata. Większy problem ma drugie i trzecie pokolenie ludzi zamożnych, Ci dziedziczą duże przedsiębiorstwa lub duże ilości dóbr materialnych na które nie musieli pracować, co utrwala ich w przekonaniu, że są lepsi, bo skoro inni nie mają znaczy leniwi, albo durnie.

No i gdzie Ci wszyscy bogacze? Ano myślenie o sobie jako o „lepszym sorcie” sprzyja powstawaniu zamkniętych osiedli, czy całych miast zamieszkanych przez milionerów (Jak np. New Canaan w USA) Czyli żeby nie „pobrudzić” się zwykłymi ludźmi, zakładają swoje enklawy, by tam klepać się po pleckach jacy to są fajni, czasem tylko jadą na zakupy na miasto, by inni zobaczyli jacy to oni ładni i bogaci.

Nie zawsze tak jednak było. Historycznie bogactwo związane jest z konkretnym miejscem, z ziemią, bo to ona była źródłem dochodów od czasów antycznych. W rejonach ciepłych były to winnice czy sady oliwne, w zimnych nieprzemierzone lasy, z których można było rąbać drewno praktycznie bez ograniczeń, a w klimacie bliższym nam były to pola uprawne, sady, lasy, stawy itp. Był z takim sposobem zarobku jednak jeden duży problem, mianowicie zbiory są raz do roku, nie da się posiać w poniedziałek, zebrać w piątek i powtarzać przez cały rok, daje to dobry zarobek, jednak rozłożony w czasie.

Oznacza to, że tradycyjne bogactwo było nie tyle sztuką zarobienia, co przekazania majątku kolejnym pokoleniom i to te rody, które posiadły tą umiejętność stawały się najbardziej zamożne. Wobec tego jeżeli ród chciał żyć, budować majątek i rozwijać się przez pokolenia, musiał być w dobrych układach z ludnością wokół której żył, a trzeba pamiętać, że i ta ludność żyje na danym terenie przez pokolenia, więc miejscowi pamiętali z opowiadań i dziedzica i jego ojca, dziada i pradziada. Oczywiście zdarzały się przypadki nielubianych Panów i magnatów, ale Ci musieli się liczyć z mniejszymi zyskami z włości, czy też nieuczciwymi pracownikami i ogólną niesławą, co pomniejszało możliwości rozwoju.

Posiadający mieli więc moralny obowiązek dbania o swoje otoczenie. Byli fundatorami i organizatorami życia publicznego całej okolicy, w końcu jak chłopom na głowę kapie, to chorzy będą słabsi i słabiej będą pracować; jeśli kowalowi popękał piec i nie ma pieniędzy na jego naprawę to zamknie interes i żeby kupić podkowy czy naprawić kosę będzie trzeba jechać do najbliższego miasta nadrabiając drogi etc. Moralnym, finansowym i pragmatycznym obowiązkiem każdego bogatego była troska o wszystko wokoło.

Do tego dochodzi oczywiście Kościół i „Sojusz Pana i Plebana” czyli dbanie o doposażenie czy remonty lokalnego kościoła tak by ksiądz szeptął dobre słowo z ambony. Zachowanie statusu i dobrego imienia było najważniejszym „biznesem” tamtych ludzi, więc inicjowali targi, byli pracodawcami, troszczyli się o potrzebujących, byli mecenasami lokalnych artystów (by mieć pod ręką muzykantów, czy np. Malarza i nie musieć po takich posyłać do odległych miejscowości)

Najlepiej można to zobaczyć studiując historię zabytków w mniejszych miejscowościach. W moim mieście np. Ród magnatów ziemskich (a później i przemysłowych) oddał bardzo dobrze położoną działkę pod budowę kościoła i parafii, zlecił jej zaprojektowanie i sfinansował połowę budowy (resztę pokryto z dobrowolnych składek) Oddał kilka posiadłości na cele społeczne (parki, budynki administracji, szkoła i sierociniec) a także wspierał wiele innych inicjatyw co można przeczytać na tablicach upamiętniających w całym mieście.

W czasach postępującej globalizacji, gdzie nie wychodząc z domu można zostać milionerem w ciągu roku nie sądzę, by tradycyjny status osoby zamożnej powrócił do łask. Jedynie szaleniec mając miliony na koncie i mogąc opalać się na końcu świata będzie troszczył się o to, czy dzieci z podwórka na którym się wychował mają gdzie się bawić, a osoby starsze mają gdzie przesiadywać na ławce. Brakuje nam takich bogatych liderów-szaleńców.

Bogactwo to zobowiązanie | Ecency