Wczoraj zapomniałem wrzucić raport z Actifit. Rano poszedłem do pracy, pobudka o 4:10, też zrobić koło siebie, wyjść z psem i jak już byłem na stanowisku pracy o 5:40, to już miałem 5000 kroków na liczniku. Dzisiaj trochę mniej, bo "tylko" 4600.
W sumie nie wiedziałem, że można tyle "kroków" nastukać podczas snu.
W pracy trochę porobiłem z kolegą na zmiany, ale powiem, że już nie daję rady fizycznie 8 godzin na tej maszynie.
Albo się starzeję, albo jakieś choróbsko mnie dopada. Trochę wysiłku fizycznego i zaczynam się pocić, sapać jak lokomotywa w wierszu Tuwima. Ale też nie przybrałem, ani nie straciłem mocno na wadze. Ale zaczynam już odczuwać. Nie wiem ile pociągnę. Wczoraj jak wróciłem z roboty to chyba się położyłem i spałem do 18:00. Byłem tak zje... ny, że... A miałem w ten weekend posprzątać w chałupie.... Trudno, w tym roku będzie bajzel w domu przed Świętami, ja też się nie rozdwoję.
Jeszcze dzisiaj powtórka z wczoraj i weekend.
.