Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Leki mi szkodzą. W sumie jeden lek. Rano nie mogłam podnieść się z łóżka i bardzo bolą mnie flaki. Spóźniłam się do pracy i generalnie nie byłam w stanie w ogóle pracować. Po dwóch godzinach wróciłam do domu i od razu położyłam się do łóżka. Przeleżałam w łóżku prawie cały dzień. Miałam totalną śpiączkę plus boli mnie brzuch i to bardzo. Nie wiem co się dzieje ze mną, ale dzisiaj postanowiłam nie brać leku, którego podejrzewam o wprowadzenie mnie w tak zły stan.
Musiałam usiąść do zadania domowego, ponieważ jutro mam w pracy szkolenie, na którym owo zadanie domowe będzie sprawdzane. Musiałam wykonać analizę moich pracowników i przyporządkować im typy osobowości DISC. Nie było łatwo, ponieważ przez ból i ogólne otępienie miałam wielką trudność, aby się skupić, ale dałam z siebie wszystko. Przeanalizowałam cztery osoby, wypisałam argumenty na poparcie moich tez, a także wskazałam jakiej osoby w moim zespole nie dostrzegam. Pewnie babka z HR zdziwi się datą i godziną wysłania pracy domowej, ale jak mam być szczera to wcześniej o niej kompletnie zapomniałam. Jestem z siebie dumna, ponieważ dałam z siebie 100% nawet jeśli moje dzisiejsze 100% to mniej niż w inne dni.
Nie boli mnie żołądek tylko brzuch, ale mimo tego nie mam w ogóle apetytu. Mimo wszystko wcisnęłam w siebie na siłę obiad. Chociaż jakby patrzeć na godzinę to raczej obiadokolację, ponieważ nic innego już w siebie nie wmuszę dzisiaj. Bardzo dzisiaj cierpię, naprawdę. A jeszcze jakby tego było mało to boli mnie łopatka, gdy tylko ruszam ręką. Sypię się, po prostu. Jedyne na co mam ochotę to zwinąć się w kłębek pod kołdrą i przetrwać. Miałam nawet myśl, żeby może jechać na nocną opiekę zdrowotną, ale stwierdziłam, że nie będę robić rabanu po kilkunastu godzinach bólu. Najgorsze jest to, że co by się nie działo muszę jutro być w pracy, ponieważ mam ważne dla mnie szkolenie. Niemniej jednak jak dalej będę się źle czuć to poproszę o urlop i pójdę do lekarza. Boli.
Do jutra.