Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Nie wstałam w dobrym stanie. Lęki, paranoje, bezsenność. Lęki rozkręciły mi się do tego stopnia, że bałam się dzisiaj wyjść z domu. Totalnie nie mam pomysłu co zrobić z tym jak się aktualnie czuję. Niemniej po prostu zbieram się w sobie i próbuję normalnie funkcjonować na tyle na ile to możliwe. Najgorsze byłoby położenie się w łóżku i użalanie nad sobą.
Pojechałam na terapię. To była moja pierwsza terapia z tą terapeutką, ponieważ w zeszłym tygodniu jej nie było i oglądaliśmy film. Szczerze mówiąc to nie lubię z nią pracować. Ona była moim terapeutą indywidualnym i z niej zrezygnowałam. Niby powinnam czuć z nią wieź, bo to też była alkoholiczka, ale jest w niej coś takiego, że do mnie kompletnie nie trafia to, co ona mówi. Nie umiem tego w żaden sposób racjonalnie wytłumaczyć. W każdym razie ku mojemu zaskoczeniu terapię grupową prowadzi w porządku. Niebo, a ziemia w porównaniu z popeliną jaką serwuje na indywidualnych sesjach. Rozmawialiśmy o nawrocie. Zaczęliśmy dopiero ten temat, więc też się fajnie złożyło, że nic mnie nie ominie. Zrobiliśmy jedno ćwiczenie, omówiliśmy je i tyle. Pokazało mi ono, że choć nie jest idealnie, bo nie jest, to już zrobiłam kolosalny progres porównując to, gdzie byłam jeszcze parę miesięcy temu. Podniosło mnie to trochę na duchu.
Wróciłam do domu i zaległam w łóżku, żeby trochę odpocząć, bo oczy mi się same zamykały. Niestety nie dane było mi usnąć, więc zabrałam psa na spacer. Ku mojemu zaskoczeniu na spacerze spotkałam tatę. Byłam zaskoczona dlatego, że mieszkamy na różnych osiedlach, a na moje osiedle nie ma po co się zapuszczać. Okazało się, że szedł odebrać samochód z myjni. Pies jak go zobaczył to dostał jakiejś fiksacji i wytarzał się w trawie, więc miał w sierści pełno takich drobnych kwiatuszków. Chwilę pogadaliśmy i poleciałam do domu odstawić psa, bo czas było jechać do pracy.
W pracy żyłam nastawieniem, że tylko osiem godzin dzieli mnie od urlopu. Bardzo mnie to uszczęśliwiało. Nie zabrakło jednak denerwujących momentów i szczerze mówiąc nie mam już siły na niektórych ludzi. Cieszę się, że wraca kierowniczka i zrobi z tym porządek, bo ja mimo najszczerszych chęci nie mam na wszystko wpływu. Jestem tylko liderem, nie mogę ustawić do pionu innego lidera. Myślałam, że pójdzie nam dzisiaj słabiej, bo wykręciliśmy dzisiaj mniej roboczogodzin, ale z jakiegoś powodu wykręciliśmy lepsze wyniki niż w ostatnich dniach. Byłam bardzo dumna z moich ludzi tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, że są potwornie zmęczeni, bo cały tydzień pracowali po 10 godzin. Mam naprawdę fajny zespół. Wyszłam z pracy zadowolona z poczuciem dobrze wykonanej pracy i z totalnie spokojną głową wsiadłam do auta ciesząc się, że przez tydzień nie będę musiała wracać do tego przybytku.
Po powrocie do domu trochę pospacerowałam z psem i muszę ze wstydem przyznać, że to nie był długi spacer. Po prostu nie miałam mocy na długie wędrowanie. Jestem potwornie zmęczona i jedyne o czym marzę to zjeść, napić się, bo bardzo mało dzisiaj wypiłam przez ciągły pośpiech i po prostu odpocząć. Pierwszy raz w życiu mam urlop. Zawsze rozwalałam dni urlopowe na kace i nigdy nie doświadczyłam kilku dni urlopu z rzędu, żeby po prostu odpocząć co jest szokujące, bo mam 32 lata, a pracę rozpoczęłam zaraz po szkole. Mimo małych obaw to bardzo się na ten urlop cieszę i zamierzam maksymalnie leniuchować. Netflix, jedzonko, piżamka, relaks i dużo spacerów z moim psiakiem. W któryś dzień planuję pojechać do lasu pospacerować no i koniecznie muszę odwiedzić babcię i dziadka. Będzie fajnie, czuję to. Jestem pełna nadziei i optymizmu.
Do jutra.