Dziennik #181/2022 - zaległy trening

Words
891
Reading
4 min
4y
Listen to this post
~6 min

We wczorajszym dzienniku zupełnie zapomniałam napisać, że świadomie zrezygnowałam z treningu. Nie dlatego, że dopadł mnie leń, ale dlatego, że nie dane mi było porządnie się wyspać przez wizytę u lekarza i weterynarza i wolałam trochę dłużej pospać. Plan naprawczy zakładał, że wczorajszy trening zrobię dzisiaj i tak właśnie się stało. Niemniej zachowajmy chronologię.

Pojechałam do pracy i było całkiem okej zarówno pod względem finansowym jak i poziomu uprzejmości klientów do czasu, kiedy bananowe dziecko postanowiło zarzygać mi taksówkę. Jako bananowe dziecko rozumiem jakiegoś gówniarza w wieku 2X lat, który nie wiadomo dlaczego po zatrzymaniu auta pod domem po prostu się porzygał. Generalnie miałam ochotę gościa rozszarpać. W tej sytuacji u mnie nastąpiła krótka piłka: albo płacisz 300 zł albo wzywamy policję. Gość zapłacił, ja pojechałam sprzątać auto. Byłam tak wkurwiona, tak zła, że mało nie pogryzłam kierownicy. Pojechałam na zaprzyjaźniony Orlen i po prostu spłukałam chemikaliami to, co było w aucie i tyle. Nie zamierzałam się w tym babrać. Generalnie nockę miałam z głowy, bo o ile z syfem uporałam się szybko o tyle auto potrzebowało wietrzenia, neutralizatora zapachu i miliona choinek zapachowych. Oddałam je w stanie nienagannym i po godzinie drugiej pojechałam do domu.

Przy tej okazji doszło do zabawnej sytuacji, bo napisałam do szefa ile kasy mam od gościa wziąć i po uzyskaniu informacji załatwiłam temat jak napisał po czym dostałam od niego odpowiedź, że o mega spoko, jak ogarniesz to dostaniesz z tego 150 zł. Patrzę na telefon, zaczęłam się śmiać i normalnie bez czajenia napisałam, że w ogóle nie ma takiej opcji i jeśli ogarniam auto tak, żeby rano koleżanka mogła normalnie pracować to cała kasa zostaje u mnie. Nie dyskutował i dobrze, bo akurat na tym polu jestem tak zdeterminowana, że nie oddam nawet złotówki z tej kwoty. Ja sprzątałam, ja wietrzyłam, ja ogarnęłam, więc kasa należy do mnie. I tyle. Napisałam również zgłoszenie do Bolta, dali 200 zł także jest ok.

Ogólnie może na to nie wygląda, bo sytuacja generalnie skończyła się dobrze [zarobiłam i nie narobiłam się za bardzo przy sprzątaniu], ale wróciłam do domu mega wkurwiona. Tak wkurwiona, że miałam bardzo duży problem, żeby zasnąć, co irytowało mnie bardzo, bo liczyłam, że rano wstanę wypoczęta i pójdę biegać. Jakość snu jak i jego długość była do dupy, więc wstałam totalnie nieprzytomna, ale zero wymówek. Zjadłam śniadanie [jakże niezdrowe parówki], wypiłam kawkę i poszłam hasać po parku. Moim założeniem było wykonanie jedynie planu treningowego bez dokładnie nic od siebie [jeśli chodzi o czas i dystans] i to się udało.

image.png

image.png

Cel treningowy również udało mi się zrealizować, ale nie ukrywam, że było trudno. Nie dlatego, że nagle poziom planu treningowego wystrzelił w kosmos, ale przez zwykłe zmęczenie, nic więcej.

image.png

image.png

Było mi ciężko, ale tak jak wyżej wspomniałam jedynie przez zmęczenie. Niemniej panowała bardzo przyjemna dla mnie pogoda czyli chłód. W parku było sporo osób co nie ukrywam było dla mnie zaskoczeniem, bo raczej w weekend tak wcześnie rano jest on raczej pusty, ale nie przeszkadzało mi to. Jedyne czego chciałam to zaliczyć trening, bo zależy mi na systematyczności i wykonywaniu planu treningowego na 100%. Udało się. Oczywiście nie mogłam sobie odmówić małych przystanków na robienie zdjęć.

20221008_085656.jpg
Źródło: fotografia własna

Nie wiem czemu, ale to moje ulubione zdjęcie w ostatnim czasie.
20221008_090445.jpg
Źródło: fotografia własna

20221008_091318.jpg
Źródło: fotografia własna

Po bieganiu standardowo prysznic i micha zdrowia [sałata lodowa, papryka ogórek, ser feta, mozzarella, oliwa, świeżo mielony pieprz]. Trochę się pokręciłam po chacie i poszłam spać.

Jak wstałam nie dawała mi spokoju myśl, że to moje bieganie nie daje mi absolutnie nic jeśli chodzi o progresowanie z formą. No bo przecież żadne rekordy życiowe nie zostały poprawione, a jeśli chodzi o moje samopoczucie to ja zawsze wymagam od siebie więcej i lepiej, więc nie umiem obiektywnie ocenić swojej formy bądź jej braku. Z pomocą przyszło otworzenie oczu na garminowskiej platformie.

image.png

Jak widać mozolnie, ale jednak średnie tempo biegu spada, więc chyba jednak wcale nie jest tak źle jak sama sobie wróżyłam. Muszę też powiedzieć, że dzisiejszy trening choć krótki i wydawał się mało intensywny to czuję w nogach, a to dobrze, bo na ogół takich odczuć nie mam, bo jestem leniem i nie daje z siebie wszystkiego.

Zastanawiałam się przez chwilę co dzisiaj na obiad po czym przypomniało mi się, że mam w zamrażarce całą paczkę truskawek. Wybór dlatego padł na smak dzieciństwa czyli makaron z twarogiem truskawkowym. Zblendowałam truskawki z twarogiem, polałam makaron i przysięgam, że w chwili, gdy to jadłam nie było po tej stronie kuli ziemskiej szczęśliwszego człowieka.

20221008_160956.jpg
Źródło: fotografia własna

Potem już standard: kawka, HIVE, wiadomości, trochę odpoczynku i spacer z psem. Nie chce mi się dzisiaj iść do pracy, bo ta noc psychicznie spuściła mi srogi wpierdol. Dostałam też chyba pierwszy raz tak mocny dowód na to, że jeśli jesteś w porządku dla ludzi to ludzie będą w porządku dla Ciebie, bo gdy tylko zajechałam na Orlen, gdzie dziewczyny mnie znają i chyba lubią i powiedziałam co się stało od razu ogarnęły się, żeby mi pomóc. W chuj ręczników papierowych, worki, rękawiczki, nie mówiąc o tym, że po prostu mogłam z nimi popierdolić w czasie jak auto schło i się wietrzyło. Najnowsze odkrycie Pauliny: gdy człowiek nie jest sam z problemem to znacznie łatwiej go przejść.

Nie chce mi się dzisiaj pracować, ale wiem, że ja swój wybór w tej kwestii straciłam parę lat temu, więc trzeba zapierdalać. Eh.

Do jutra.


Instagram

Dziennik #181/2022 - zaległy trening | Ecency