Pułapka innowacyjności (TT#3)

Words
352
Reading
2 min
Listen
Play
8y

TT#3.jpg

Na podstawie wcześniej przedstawionych założeń można by dość do wniosku, że jedyną drogą dla twórczości od zawsze był postmodernizm. Trzeba było tylko czekać, aż ludzie to sobie uświadomią, a wszystkie wytwory człowieka przypominać będą mozaiki utworzone z połączenia innych dzieł. Zjawisko wszechobecnego intertekstualizmu może mieć swoje źródło w poczuciu, że wszystko już było.

Ciekawy zdaje mi się fakt, że postmodernizm idzie w parze z autotematyzmem. Uwolniona, współczesna sztuka, nie musząca spełniać żadnej roli, stała się z konieczności skupiona na sobie. Nie mogła zabierać głosu w żadnych ważnych dla ludzi sprawach, więc w centrum jej zainteresowania znalazła się sama ona. W mojej ocenie tym samym zmniejszyła swą wagę dla życia społecznego i ogółu ludzi.

Z chęci ucieczki od pesymistycznego założenia, że już się nic nie da zrobić, twórcy zaczęli przekraczać kolejne granice... i wpadli w pułapkę innowacyjności. Odbiorca jest coraz mniej wrażliwy i trudniej go zaskoczyć, a artysta robi wszystko, byleby było kontrowersyjnie – czyli, w nowym rozumieniu, innowacyjnie. Innowacyjnie, ale nie twórczo. Bo przecież tworzenie oznacza powstawanie, kreację, a obecnie mamy do czynienia raczej ze znoszeniem kolejnych granic moralności, burzeniem tradycji i – jakże modną – dekonstrukcją.

Sygnałem tych wielkich zmian w postrzeganiu roli twórcy był już manifest Przybyszewskiego, który głośno stwierdził, iż sztuka nie zna moralności. To wypaczenie pojęcia sztuki sprawiło, że obecnie można zrobić wszystko i pozostać bezkarnym w imię licentia poetica. I tak oto współcześnie utożsamia się często sztukę z czymś niepraktycznym, skandalizującym tudzież niezrozumiałym. I coraz dziwniejszym.

Czy postmodernizm był nieunikniony? Czy jest szansa, by wyrwać się z jego zaklętego koła? A może to właśnie droga dla twórczości wszelakiej i cel, do którego zawsze zmierzała sztuka?

Myślę, że twórcy w końcu odejdą od mody na mnożenie „meta-poziomów” i powrócą do tworzenia. Obecnie stwierdzić można z całą pewnością, że sparaliżowani lękiem przed „nie-innowacyjnością” zeszliśmy do poziomu teoretyzowania. Teoretyzowania na temat teorii, co gorsza. Bo gdy sztuka zaczęła zajmować się teorią sztuki – teoria sztuki wspięła się na jeszcze wyższy poziom, i debatuje na temat jej samej.

Kiedy nadejdzie czas na zmiany? Jaki według mnie powinien być zatem stosunek twórczości do tradycji? O tym napiszę w kolejnym artykule.

zdjęcie: pixabay.com

Pułapka innowacyjności (TT#3) | Ecency