Turystyczny poczet kotów polskich.

Words
512
Reading
3 min
5y
Listen to this post
~3 min

Chadzając własnymi drogami co rusz natykam się na osobniki, które też mają swoje.

Nasze ścieżki się przecinają, czasem przez chwilkę biegną równolegle i znów się rozchodzą. Idziemy każde w swoją stronę, bez żalu, bez pożegnania.

Miałam bardzo dawno temu kota, przyjaciółka przywiozła mi ze wsi. Kot został jeden dzień, kazano mi go oddać. Nie miałam siły przebicia i zbyt wiele godności, by użyć argumentów ostatecznych.

Nie wiedziałam wtedy, że prawdziwa, wewnętrzna godność pozwala na użycie wszelkich środków, gdy zachodzi najwyższa konieczność. Można nawet gryźć i pluć, bez uszczerbku na honorze.

Teraz to wiem, ale kota nadal nie mam. W międzyczasie poczucie odpowiedzialności rozrosło się we mnie do monstrualnych rozmiarów.

A co jeśli wypadnie z okna albo przez balkon?

A jak go przytrzasną drzwi od windy?

A jeśli będzie źle znosił rozłąkę?

Będzie chory, a mnie nie będzie stać na najlepsze leczenie?

Kto się nim zajmie, gdy wyjadę?

Możliwe też, że to zmęczenie i niechęć wobec nowych obowiązków. Dzieci odchowane, ja odzyskuję coraz więcej przestrzeni... Dokładać sobie na nowo?

W efekcie impas od lat.

To nie tak, że żyć z tym nie mogę, tym bardziej że z powodzeniem stosuję środki zastępcze. Kolekcjonuję koty w drodze.

Czasem któregoś pokażę, czasem przemilczę. Uzbierało się ich tyle, że spokojnie mogę je tutaj zaprezentować.

W przyszłości zrobię z nich NFT!


Tykocin, sierpień 2021

IMG_20210807_183705.jpg


Rezydent wieży widokowej w Kruszewie nad rzeką Narew, sierpień 2021.
On i jego cień towarzyszyli mi przez chwilę.

IMG_20210807_153208.jpg

Krótką chwilę. Wkrótce dopadło go znużenie.

IMG_20210807_153253.jpg

IMG_20210807_153248.jpg


Narwiański Park Narodowy rok wcześniej, październik 2020. W drodze do kładki w Waniewie zatrzymałyśmy się na obiad w pobliskim zajeździe.
Myślę, że to właśnie z tego powodu spóźniłyśmy się wtedy na zachód słońca:

IMG_20201001_154102.jpg

IMG_20201001_162553.jpg

IMG_20201001_154105.jpg

IMG_20201001_154109.jpg


Puchły, przy cerkwi, październik 2020.
Tego pana zdaje się pokazywałam w relacji z krainy otwartych okiennic, ale zasługuje na przypomnienie. Miło spędziliśmy czas na ławeczce, po czym oprowadził mnie wokół cerkwi.

IMG_20201001_140849.jpg

IMG_20201001_140950.jpg

IMG_20201001_140647.jpg


To były koty podlaskie, przenieśmy się na południe.

Sandomierz, sierpień 2020
Bonifacy (ktoś pamięta?) spotkany na Małym Rynku. Czekałam i czekałam... Nie obudził się. To było nasze jedyne spotkanie, choć przez kolejne cztery popołudnia kręciłam się po okolicy.

IMG_20200824_120154.jpg

Tego za to widywałam codziennie po kilka razy, kawałek dalej miałam kwaterę.
Tęskni mi się czasem za Sandomierzem.

IMG_20200826_085836.jpg


Kalwaria dróżki, wrzesień 2021
To był bardzo roszczeniowy osobnik, do tego dość nachalny.
Plątał się między nogami, przymilał, a gdy się tylko schylałam...

1631743007737.jpg

Padał na grzbiet w pozie: miziaj mnie - TERAZ. Gdy chciałam odejść znów się zrywał i właził pod nogi. Dłuuugo się żegnaliśmy

1631743007734.jpg


Kraków, na trasie Kopiec Kościuszki - Kopiec Piłsudskiego, wrzesień 2021
Klasyczny przypadek, kot - bateria słoneczna. Nie wykazywał inicjatywy, więc zostawiłam go w spokoju.

On był bardziej taki odejdź.

1633207004452.jpg

Na koniec ten sam spacer i kitek w jesiennym umaszczeniu maskującym, spotkany w dolince Poniedziałkowy Dół.

1633207004407.jpg

Mięciutki, mruczący pieszczoch - akrobata, który umiejętność łaszenia się wyniósł do rangi sztuki. Nie chciałam odchodzić.

1633207004392.jpg

Wciąż czekam na tego jedynego, chorego, samotnego i w potrzebie. Wtedy będę musiała go zabrać do domu, co nie?


Koty mają sposoby by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły.

Terry Pratchett, Kot w stanie czystym

Turystyczny poczet kotów polskich. | Ecency