Buenos Aires.
Jako, iż to mój pierwszy tekst w tym miejscu proponuję się z nim zapoznać, by na przyszłość wiedzieć, czego się po mnie spodziewać. Nie ukrywam, że mam obawy co do przyjęcia mojej twórczości, potrafię dość dosadnie ubrać myśli w słowa, nie ma tematów tabu, a kontrowersyjne czy też intymne tematy są moimi ulubionymi. Nie jestem, ekstrawertykiem, ale cieszę się poznając nowych ludzi, bo tak naprawdę każda znajomość wnosi coś do mojego życia. A przyznam, że był okres, gdy zaszyłem się we własnej dupie i nie dopuszczałem do siebie nikogo. Szczęśliwie ten czas minął. Odzywam i wypowiadam się jedynie w tematach, o których mam pojęcie, by nie robić z siebie debila. Z pewnością są rzeczy, które są w stanie mnie zagiąć, więc można próbować skłaniając mnie do dyskusji.
Przyznam, że portal mi polecano już kiedyś i w końcu postanowiłem spróbować. Poznać nowe opinie nieznanych mi osób, bo te z FB mogą być stronnicze, ze względu na sympatię i znajomość. Jednak głównym motorem jest chęć malowania uśmiechu na twarzach innych, a paliwem do niego jest najczęściej piwo :). Faktem jest, że mam swój własny, czasem chaotyczny styl i postrzegam rzeczywistość na swój sposób. Tego w dużej mierze dotyczą moje teksty. A zazwyczaj nie do końca jest to chwalenie pogody, jak ładnie śpiewają te rozgwizdane kutafony ze skrzydłami. Chociaż w sumie szybowiec też ma skrzydła, a nie gwiżdże? No nic, może widziałem jakiś zjebany egzemplarz.
A dzisiaj jak na złość nie zdarzyło się nic co by mnie jakoś szczególnie poirytowało. W sumie jedynie wybrałem się z Przyjaciółką do hotelu za miastem. Nie ma sensu tłumaczyć po jakie licho, bo i tak wszyscy doćwierkają sobie swoje. No może sam fakt, że niby rozreklamowany hotelik konferencyjny, a dojazd z dupy, wąska jezdnia, że dwie mijające się fury ledwo co się mieszczą. Szczęście, że nie było dziur w asfalcie, bo przy tej prędkości, zawieszenie by poszło się walić. Chociaż przyznam, że Miśka, jako kierowca, jest bardzo opanowana. Ja się na furach nie znam, co najwyżej mogę pomóc odśnieżać. Więc w lato usługo motoryzacyjnych nie świadczę.
Jednak na 100% będzie się pojawiał temat z życia codziennego, jak zakupy w dużym sklepie z owadem w logo. Biorąc ogół, wrzucając do koszyka wszystkie markety i duże sklepy jest jeden czynnik ludzki, który pojawia się w prawie każdym. Nie chodzi o kasjerki, ale o ochraniaczy. Przyznam, że kilka tygodni temu miałem epizod w Galerii Manhattan w Gdańsku, gdzie właśnie paradowałem w tej śmiesznej koszuli od świtu do świtu (tak służba 24h). Jednak stwierdziłem, że taki ze mnie ochroniarz, jak z kociej pizdy wór na mąkę. Ale wracając do tematu. Może czasem znajdzie się kilka sztuk takich person, które budzą respekt, ale w Biedronce?? No dobra, może i są to komandosi, ale już ich data przydatności chyba minęła. Nie dość, że pewnie z grupą inwalidzką, to zwykle aparycja betonowego walca. Mnie to tam koło fujary lata, bo jestem grzeczny i nawet nie wyjadam cukierków z wolnej sprzedaży, ale no sorrki, jakby wpadło tam ze trzech gości po amfie po wódeczkę, to by gościa stamtąd wynieśli. Przecież wszyscy wiemy, że to jedynie prewencja, Wielki Brat patrzy i te inne pierdoły. Jak ktoś się uprze, to wszystko wyniesie. No, ale ciul, niech sobie dorobi do renty... Ogólnie i tak wiemy, że są darzeni szacunkiem tak pomiędzy kanarami, a strażą miejską.
Sądzę, że na początek starczy. Jak ktoś dotrwa aż tutaj, to gites majonej i cała przyjemność po moim trupie.
Silver.