Kiedy ten czas upłynął? Nawet nie zauważyłam, naprawdę. Po przeprowadzce nie skończyły się prace budowlane. Jakby nie patrzeć, dalej nie zamknęliśmy tego tematu. Wciąż czeka kilka rzeczy do zrobienia, ale przydałby się na to czas, a przede wszystkim pomysł. Została nam do ogarnięcia fancy łazienka, schody, jedna ściana i garaż. Niby mała łazienka, bo to ta „awaryjna”, ale fajnie gdyby zamiast betonu były płytki. To tam najpierw działała toaleta, ale fajnie byłoby ją skończyć zamiast wszystkie materiały wywalą cenowo w kosmos. Z drugiej strony dobrze spełnia zadanie pomieszczenia gospodarczego i schowka na cały syf, kiedy przychodzą goście. Zakryte kotarą, więc nikt tego nie widzi, nie rzuca się w oczy, ot widać jedynie, że jest niewykończona bo drzwi brak.
Teściowa do tej pory żartuje, że liczyła na jeszcze jeden miesiąc mieszkania u niej, że wspomniała o tym przesądzie listopadowym. Nawet na ostatniej imprezie rodzinnej przypomniała historię. Kiedy tylko nam przekazała, że z poprzednim mieszkaniem się sprawdziło, to w dwa dni wyparowaliśmy. Nie ważne, że łazienka nie miała pełnej funkcjonalności, że dostępna była jedynie wanna… Ważne, że na swoim. Kilka dni później dołączył działający prysznic, deszczownica i można żyć.
Gdybym w swoim pokoju nie miała miejsca do składowania wszystkich pierdół świata, to nie mógłby być mój pokój. Wreszcie mam dobre miejsce, żeby trzymać moje mangi, a półka nie ugina się pod ich naporem.
Lubię swoją norę. Nawet jeśli sąsiadów po jednej stronie z początku chciałam wysłać na księżyc. Potrafili robić taki syf na niewielkim podwórku, że przy większym wietrze, ich śmieci lądowały u nas i potem tylko robiłam zwrot do nadawcy. Do tej pory pamiętam jak wszyscy w kraju dostali te śmieszne SMS RCB, że nadchodzi wichura i należy wszystko schować lub zabezpieczyć. Zostawili sobie na podjeździe śmietniki, które z hukiem poleciały na nasz ogródko-podjazd. Pozbierali to, ale nie przestawili, więc dosłownie 5 minut później sytuacja się powtórzyła i huk szkła znowu brzmiał pod oknami. Dopiero wtedy zaciągnęli to bliżej garażu, jak chyba dotarło do nich, że to nie jest najlepsze miejsce do trzymania śmieci w taką pogodę.
Najczęściej czas spędzam i tak na kanapie. Ile się zwiedziło sklepów, żeby ją znaleźć to głowa mała. Wycieczki na kraniec śląska i nie tylko. Niemniej jestem dumna, zrobiona specjalnie na zamówienie, może mogłaby jeszcze mieć funkcję masażu, ale to byłoby za dużo. Dlatego praktycznie każdego popołudnia okupuję ją, a czasami trzeba walczyć o najlepszy teren z Myśkiem. Bywa śmiesznie, bo potem robi sobie ze mnie grzejnik. No cóż, taka moja rola w związku.
Koniec końców to nasz dom. Śmiejemy się, że następnej dużej przeprowadzki już nie wytrzymamy. Wykańczanie i wyposażanie domu? Nie chcemy już więcej się bawić w takie rzeczy, nie wspominając o cenach. Dalej bym nie pogardziła, jakby był nieco większy metraż, ale na razie nie ma takiej potrzeby. Każde z nas ma swój kąt, mamy dużą przestrzeń wspólną, jest przytulnie, nawet jeśli dla kogoś z zewnątrz taki dom mógłby się wydawać za duży na dwie osoby. Mamy też w domu towarzysza, Kurzojada. Dzielnie pakuje się wszędzie tam gdzie tylko się zmieści i sprząta tak długo, jak długo w środku ma miejsce na kurz. Jeden z lepszych zakupów w zeszłym roku, nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Cieszę się, że koniec końców się udało. Cytując klasyka: