Konkurs ogłoszony przez @suchy zmotywował mnie do policzenia w ilu krajach byłam. Chociaż można być i “być”.... Zatem na mojej liście są kraje, o których mogę powiedzieć, że w nich byłam z czystym sumieniem, ale są też takie, w których “byłam”, co oznacza, że na przykład przejeżdżałam tylko albo odwiedziłam jedno miasto lub jeden region… i chyba tych ostatnich jest więcej.
Zacznijmy zatem od początku… od początku, czyli od litery A, bo jeśli chodzi o chronologię i znajomość kraju, to zdecydowanie Czechy byłyby na pierwszym miejscu. Który z nich wspominam najgorzej? Tego jeszcze nie wiem, ale zaraz to ustalę, kiedy będę przypominać sobie gdzie byłam.
Albania - dwie dziewczyny (aczkolwiek już nie najmłodsze) wybrały się w podróż autostopem i trafiły do Albanii, o której nic nie wiedziały… Mimo przygód wszelakich (jak złapanie taksówki zamiast stopa i spowodowanie zamieszania w albańskiej wiosce, bo ciężko wytłumaczyć po albańsku ideę autostopowania), to bardzo dobrze wspominam ten kraj, głównie ze względu na piękne góry. Myślę, że warto tam pojechać dopóki jeszcze turystyka nie zjadła tego kraju i nie pojawiły się nowe góry… góry śmieci.
Austria - to kraj, w którym zdecydowanie “byłam”, a konkretnie podczas wycieczki szkolnej jadąc autokarem do Włoch zatrzymaliśmy się na zwiedzanie Wiednia. Zostało mi kilka zdjęć w albumie.
Belgia - mogłabym napisać, że Belgię wspominam najgorzej ponieważ przeżyłam tam najgorszą burzę w swoim życiu podczas noclegu w namiocie… ale przecież Belgia nie może za to odpowiadać… chociaż… kto to wie… Przez Belgię dawno temu przejeżdżałam stopem, nic z tego nie pamiętam. W tym roku i poprzednim byłam tam trochę na dłużej… belgijskie frytki i czekolada trochę osłodziły wspomnienia.
Bośnia i Hercegowina - pieczątkę w paszporcie mam, tylko dlatego, że kawałek tego kraju jest na trasie z południowej w kierunku północnej Chorwacji. I tak mi nikt nie uwierzy, jak napiszę, że wiózł nas członek mafii.
Chorwacja - “byłam”. Wspomnienia nie są najlepsze - dużo turystów i ciężko złapać stopa…. Ale nie znam tego kraju. Chcę pojechać raz jeszcze, żeby poznać, bo wydaje mi się, że ma sporo do zaoferowania.
Czarnogóra - kolejny kraj, który odwiedziłam dwukrotnie. Pierwszy raz jako autostopowiczka, która spała w namiocie na plaży, drugi raz jako cywilizowana turystka - przelot samolotem, nocleg w pensjonacie, obiad w restauracji.
To kraj do którego chciałabym wrócić, głównie ze względu na góry.
Czechy - wystarczy poczytać moje posty, pooglądać moje zdjęcia.
Dania - “byłam”, podobnie jak w Austrii, Kopenhaga zaliczona, a o kraju nadal nic nie wiem
Egipt - moje jedyne wakacje all inclusive ;) więc cóż ja mogę powiedzieć o Egipcie z punktu widzenia turysty zorganizowanej wycieczki… aczkolwiek wschód słońca na górze Synaj był niezapomnianym przeżyciem… strasznie wtedy zmarzłam ;)
Francja - trochę pojeździłam po tym kraju autostopem (3 wyprawy), wydaje mi się, że zdecydowanie mogę powiedzieć, że byłam we Francji. Moja przygoda z autostopem właśnie zaczęła się od tego kraju, kiedy miałam lat 18… nie było telefonów komórkowych ani internetu (oj, to dawno było)… wysyłałam kartkę do domu, by poinformować, że żyję, mimo iż dwie towarzyszki mojej podróży spadły z klifu (jedna złamała rękę, druga nogę)... to też kolejna dłuższa historia… Duży sentyment.
Grecja - tutaj mogę tylko mówić o wyspach… Kreta, Santorini, Folegandros… samolotem, autostopem, autobusem, promem, quadem, na piechotę... w miarę dobrze pozwiedzane, ale zostawiłam sobie tam jeszcze sporo miejsc. Do zobaczenia.
Gruzja - kilka dni w Gruzji… zatem “byłam”. Zdecydowanie na plus ze względu na… to przewidywalne dość mocno… góry. I wino też.
Hiszpania - byłam chyba trzykrotnie, zjeździłam autostopem miasta, miasteczka i wioski na południu, północy, wschodzie i zachodzie… ominęłam tylko centrum. Nigdy nie byłam w Madrycie. Historii wszelakich z tych podróży mam sporo. Autostopem z Wrocławia do Barcelony jedzie się 2,5 dnia… nie dłużej, nie krócej. Przetestowane ;) Bardzo lubię hiszpańskie klimaty.
Holandia - tu też byłam dwukrotnie, pierwszy raz autostopem w Rotterdamie i Amsterdamie, drugi raz w Venlo i Maastricht podczas wizyty związanej z moją pracą... tylko na kolacji i szybkim zwiedzaniu. Bez żadnego większego emocjonalnego stosunku do tego kraju. Może dlatego, że płasko.
Luksemburg - krótka wizyta w stolicy, zatem “byłam”. Na plus.
Macedonia - Skopje na chwilę, Ohrid na godzinę… w ramach autostopowej wyprawy po Bałkanach. Za dużo o kraju powiedzieć nie mogę, ale pozytywne wrażenie zostało zapisane w pamięci.
Nepal - wszystko już zostało powiedziane w mojej opowieści… do przeczytania tutaj
Niemcy - tak blisko a tak bardzo nie po drodze. Ten kraj nie był nigdy na mojej liście. Byłam tam w podstawówce u rodziny, oprócz willi w polu, truskawek i szparagów, to niewiele pamiętam. Niemcy zawsze były dla mnie tym krajem przez który muszę przejechać, żeby dostać się do tych dla mnie ciekawszych państw. Zatem najbardziej znam pewnie autostrady niemieckie. Aczkolwiek byłam na weekend w Dreźnie z koleżankami z liceum kiedy nie byłyśmy jeszcze pełnoletnie. To były czasy ;) Kontrole paszportowe, pierwsze próby stopowania, spanie na dworcu… ale też Zwinger został zaliczony :)
Norwegia - mieszkałam 4 miesiące w Trondheim… zdziwię pewnie wszystkich, ale to nie jest mój ulubiony kraj, nie umiem zachwycać się Norwegią. Jest ładna… ale trochę nudna. I zdecydowanie dla mnie za zimna. W tym roku byłam na weekend w okolicach Oslo. Zdania nie zmieniam. Aczkolwiek nie powiem, że Norwegię wspominam najgorzej…
Portugalia - podobnie jak Hiszpania… w ramach autostopowego zwiedzania Półwyspu Iberyjskiego mam poczucie, że byłam i zobaczyłam sporo miejsc. Kraj, który bardzo dobrze zapisał się w mojej pamięci. I czego nie mogę opisać w kilku zdaniach.
San Marino - to chyba padnie na San Marino jeśli chodzi o najgorsze wspomnienie… miałam lat kilkanaście i zapamiętałam tylko ulice pełne turystów i sklepy pełne pamiątek i alkoholu. Nic więcej. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo ten wybór jest krzywdzący dla całego kraju ponieważ ocena jest mocno powierzchowna, wygenerowana na podstawie kilku godzin w zatłoczonym centrum…
Serbia - moje pierwsze spotkanie z Bałkanami… nie muszę pisać jak tam się dostałam, chociaż granicę przekraczałam na piechotę.
Słowacja - no niestety :( Słowacja jest trochę przeze mnie zaniedbana… oprócz wizyty w Tatrach Słowackich i Bratysławie muszę się przyznać, że kraju praktycznie nie znam. Przepraszam Słowacjo.
Słowenia - na Słowenię również nie miałam dużo czasu, stolica zaliczona, wyjście w góry zaliczone… “byłam”. Podobało się.
Szwecja - ze Szwecją mam podobnie jak z Norwegią. Spędziłam tam trochę czasu, ale jak dla mnie za bardzo to wszystko poukładane. Chociaż znalazłam miejsce “w którym rosną poziomki” na wyspie Oland.
Ukraina - to najświeższa moja podróż, byłam tylko we Lwowie, zatem nie mogę powiedzieć, że byłam na Ukrainie. Lwów jak najbardziej na plus.
Wielka Brytania - dawno temu… końcówka liceum... zorganizowany kurs języka angielskiego na 3 tygodnie w miejscowości Ramsgate, zaliczony Londyn i Oxford.
Włochy - też licealna podróż, autokarem, tym razem obóz młodzieżowy i tak naprawdę tylko widziałam Wenecję. Zatem “byłam” i sobie myślę, że dobrze by było jeszcze raz pojechać. Wspomnienia jak najbardziej pozytywne.
Zjednoczone Emiraty Arabskie - tutaj mogę tylko osądzać książkę po okładce, bo niepełne dwa dni w Dubaju nie mogą opowiedzieć historii, jaki jest ten kraj, a tylko jakie jest to miasto… i jeśli miałabym poprzestać na tym, to wiem, że nie jest to moje ulubione miasto, ale nie mam najgorszych wspomnień.
Przydałoby się podsumowanie tego przydługiego posta. Trochę uświadomiłam sobie ile jeszcze państw nie widziałam, ale też jak dużo przeżyłam. Moje małe postanowienie, to co najmniej jedno nowe państwo na rok. W Europie jeszcze kilka zostało…
Jeśli chodzi o to, który kraj wspominam najgorzej, to raczej chodzi o jakieś konkretne sytuacje, które akurat wydarzyły się w danym kraju i mogły się wydarzyć w każdym innym. Może trochę odpowiedziałam na pytanie, ale też chciałam uniknąć odpowiedzi na nie ;)